W ciągu dwóch dni poprzedzających odwołanie wicepremiera Tusk odbył serię spotkań z prominentnymi politykami Platformy: Bronisławem Komorowskim, Januszem Palikotem, Jarosławem Gowinem, Radosławem Sikorskim i Sebastianem Karpiniukiem. Każdego z nich sondował w sprawie dymisji Schetyny. – Chodziło o wyczucie nastrojów i sprawdzenie, czy nikt z nich nie prowadzi rozmów z Grzegorzem. Na szczęście okazało się, że nie i można było spokojnie ogłosić dymisję – twierdzi jeden ze stronników szefa rządu. Inny polityk Platformy znający kulisy tych wydarzeń dodaje: - Tusk jest bardzo ostrożny i to, co zrobił, było rodzajem zabezpieczenia się na wypadek buntu w partii.
REKLAMA
Mimo że w Platformie nie doszło do przewrotu, to Tusk musiał pójść na ustępstwa samemu Schetynie. Wymusił on między innymi dymisję najbliższych współpracowników premiera. Dzięki temu do całej rekonstrukcji rządu politycy Platformy mogli dorobić interpretację, że odejście Schetyny nie ma związku z aferą i jest wyłącznie wzmocnieniem klubu parlamentarnego PO. Schetyna wymógł także na Tusku, by ten nie powierzał nikomu teki wicepremiera.
Z ustaleń „Wprost" wynika również, że dymisja Schetyny mogła być efektem konsultacji Tuska z Janem Krzysztofem Bieleckim, byłym premierem i obecnym prezesem Banku Pekao, który od dawna doradzał premierowi ograniczenie wpływów Grzegorza Schetyny. „W sprawie afery hazardowej Grzegorz jest niewinny, ale generalnie to on wytworzył w partii atmosferę przyzwolenia na nieformalny styk polityki i biznesu" – miał tłumaczyć ministrom w Kancelarii Premiera.
Z rozmów lobbystów ujawnionych przez „Rzeczpospolitą" i korespondencji MSWiA dotyczącej ustawy o grach i zakładach wzajemnych wynika, że Schetyna w żaden sposób nie wpływał na kwestię dopłat, którym sprzeciwiała się branża hazardowa.
Tusk bał się buntu
2009-10-10 07:45
W ciągu dwóch dni poprzedzających odwołanie
wicepremiera Tusk odbył serię spotkań z prominentnymi politykami Platformy:
Bronisławem Komorowskim, Januszem Palikotem, Jarosławem Gowinem, Radosławem
Sikorskim i Sebastianem Karpiniukiem. Każdego z nich sondował w sprawie dymisji
Schetyny. – Chodziło o wyczucie nastrojów i sprawdzenie, czy nikt z nich
nie prowadzi rozmów z Grzegorzem. Na szczęście okazało się, że nie i można było
spokojnie ogłosić dymisję – twierdzi jeden ze stronników szefa rządu. Inny
polityk Platformy znający kulisy tych wydarzeń dodaje: - Tusk jest bardzo
ostrożny i to, co zrobił, było rodzajem zabezpieczenia się na wypadek buntu w
partii.
Mimo że w Platformie nie doszło do przewrotu, to Tusk musiał
pójść na ustępstwa samemu Schetynie. Wymusił on między innymi dymisję
najbliższych współpracowników premiera. Dzięki temu do całej rekonstrukcji rządu
politycy Platformy mogli dorobić interpretację, że odejście Schetyny nie ma
związku z aferą i jest wyłącznie wzmocnieniem klubu parlamentarnego PO. Schetyna
wymógł także na Tusku, by ten nie powierzał nikomu teki wicepremiera.
Z ustaleń „Wprost" wynika również, że dymisja Schetyny mogła być
efektem konsultacji Tuska z Janem Krzysztofem Bieleckim, byłym premierem i
obecnym prezesem Banku Pekao, który od dawna doradzał premierowi ograniczenie
wpływów Grzegorza Schetyny. „W sprawie afery hazardowej Grzegorz jest
niewinny, ale generalnie to on wytworzył w partii atmosferę przyzwolenia na
nieformalny styk polityki i biznesu" – miał tłumaczyć ministrom w
Kancelarii Premiera.
Z rozmów lobbystów ujawnionych przez
„Rzeczpospolitą" i korespondencji MSWiA dotyczącej ustawy o grach i
zakładach wzajemnych wynika, że Schetyna w żaden sposób nie wpływał na kwestię
dopłat, którym sprzeciwiała się branża hazardowa.