Gospodarze mogli i powinni prowadzić już czwartej minucie, kiedy sam na sam z bramkarzem Standardu znalazł się Łukasz Garguła, który jednak spudłował. W 18 minucie po strzale z rzutu wolnego tego samego zawodnika piłka otarła się o jednego z obrońców stojących w murze, a następnie trafiła w poprzeczkę. W 26 minucie po faulu Michała Czekaja we własnym polu karnym na Yoni Buyensie sędzia podyktował rzut karny oraz pokazał czerwoną kartkę graczowi Wisły. Bramkę bez problemów zdobył pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej Gohi Bi Cyriac.
Nawet grając z przewagą jednego zawodnika ekipa belgijska nie zmieniła swojej taktyki. Oddała inicjatywę Wiśle i ograniczyła się do obrony wyniku oraz gry z kontry. W drugiej połowie krakowianie, mimo osłabienia, posiadali inicjatywę, stworzyli kilka dogodnych okazji do wyrównania, ale cel osiągnęli dopiero w końcówce. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Maora Meliksona piłkę wepchnął do siatki... brzuchem Bułgar Cwetan Genkow.
- Chciałem podziękować swoim zawodnikom za postawę, szczególnie po tym, jak straciliśmy jednego zawodnika i bramkę. Mam jednak wrażenie, że nawet grając w dziesięciu, dominowaliśmy na boisku. Udało nam się strzelić gola, co też podniesie morale naszej drużyny. Dalej mamy takie same jak wcześniej szanse na awans. Pokazaliśmy już, że potrafimy wygrywać na wyjeździe i możemy tego dokonać w Beglii - powiedział po meczu trener wiślaków Kazimierz moskal. Z kolei trener Standardu Liege Jose Riga podkreślił, że Wiśle Kraków "należą się gratulacje za walkę". - Gdybyśmy patrzyli teraz tylko na końcowy wynik, to moglibyśmy być zadowoleni. Jednak z przebiegu spotkania widać, że była okazja osiągnąć tu więcej - dodał.
Na kilka minut przed rozpoczęciem meczu ochroniarze zerwali duży transparent wywieszony przez krakowskich fanów z napisem "Nie trzeba być faszystą, aby dbać o swoją ojczyznę". Kibice rzucali w ich kierunku również różnymi przedmiotami, a w kierunku sektora gości poleciały race. Belgowie odrzucili jedną z nich na murawę. Spotkanie rozpoczęło się jednak punktualnie.
PAP, arb