Po czterech dniach negocjacji Radzie Europejskiej udało się osiągnąć konsensus nad budżetem UE na lata 2021-2027 (tzw. siedmiolatka) oraz w sprawie funduszu odbudowy. Według wstępnych szacunków, jakie przekazywał premier Mateusz Morawiecki, do Polski może trafić (to dopiero pierwsze, zaakceptowane propozycje) 124 mld euro w dotacjach oraz 36 mld euro w pożyczkach.
Media o unijnym szczycie. „Zwycięstwo Polski i Węgier”
Choć gra toczyła się o ogromne pieniądze, niewiele mniej emocji budziły warunki, na jakich miałyby być przyznawane. Dla Polski i Węgier, państw, które miały problemy na arenie europejskiej z praworządnością, kluczowe było, by nie wiązać wysokości przekazywanych funduszy czy ich przyznawania właśnie od przestrzegania zasad państwa prawa. Premierzy obydwu krajów podnosili, że może być to wykorzystywane arbitralnie.
W ostatecznym rozrachunku – choć pojawiają się różne interpretacje finalnych ustaleń ze szczytu, o czym później – Węgry i Polska odtrąbiły zwycięstwo. W podobnym tonie piszą dziennikarze „Washington Post”:
Zwyciężyły Polska i Węgry.
Amerykański dziennik stwierdza, że wygrana przejawia się oczywiście tym, że Warszawie i Budapesztowi udało się odwieść UE od pomysłu, by wiązać dostęp do funduszy z praworządnością.
W podobnym tonie utrzymana jest depesza agencji Reutera, którą kolportuje m.in. „The New York Times”. Pada tam stwierdzenie, że Węgry, Polska i Holandia ogłosiły swoją wygraną w trakcie negocjacji.
O co chodzi z wiązaniem funduszy z praworządnością?
Co do samego powiązania funduszy z praworządnością nie ma jednej interpretacji. Polski rząd twierdzi, że temat – przynajmniej na razie – nie powróci. Komisja Europejska dalej ma instrumenty, by reagować w razie naruszenia praworządności i występować z propozycjami o zawieszenie wypłaty środków.
Kluczowe jest jednak to, co zrobi Rada Unii Europejskiej, gdzie taka propozycja trafi. Tam głosowanie nie musi być jednomyślne, a decyzje podejmowane są większością głosów (większością kwalifikowaną, ale z pewnymi obwarowaniami: minimum 15 z 27 państw musi wydać zgodę, a jednocześnie muszą one reprezentować 65 proc. ogółu ludności UE). Jednak konkluzje Rady UE – według jednej z interpretacji – ma rozpatrywać jeszcze Rada Europejska, a tam znowu potrzebna jest jednomyślność.
Wiele wskazuje więc na to, że ostateczna rozgrywka jeszcze przed państwami członkowskimi, choć na ten moment – można mówić o małym zwycięstwie.
Czytaj też:
Złoty się umacnia. To reakcja na porozumienie ws. budżetu UE