Podczas unijnego szczytu przywódcy państw wspólnoty potępili przemoc stosowaną wobec protestujących na Białorusi, przypomnieli też, że nie uznają wyników wyborów prezydenckich, w których zwyciężył Alaksandr Łukaszenka.
Na tym nie koniec, ponieważ Unia Europejska zdecydowała, że około 40 osób zostanie objętych sankcjami. Lista białoruskich urzędników objętych sankcjami została opublikowana w piątkowe popołudnie. Co ważne: nie ma na niej prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Sankcjami objęto m.in. kierownictwa ministerstwa spraw wewnętrznych, szefa OMON czy szefa policji.
Unijne sankcje na przedstawicieli reżimu. Białoruś odpowiada
Gdy tylko informacje o sankcjach obiegły media, zareagował na to reżim w Mińsku. Jak donosi Biełsat, Białoruś żąda od Polski i Litwy zmniejszenia liczby osób pracujących w placówkach dyplomatycznych, a ambasadorów wezwano na konsultacje.
Oprócz tego Mińsk zareagował na unijne sankcje bezpośrednio – wprowadził własne sankcje. W oświadczeniu białoruskiego MSZ, które cytuje Biełsat, pada:
W związku z przyjętymi przez UE sankcjami wizowymi wobec szeregu białoruskich urzędników także strona białoruska wprowadza w życie od dziś odwetową listę sankcyjną. Zgodnie z przyjętą cywilizowaną praktyką dyplomatyczną nie będziemy jej publikować.
Białoruś grozi też UE, że te sankcje to dopiero początek, jeżeli Bruksela nie złagodzi swojego kursu.
Czytaj też:
Pierwszy dzień szczytu UE za nami. Będą sankcje wobec Białorusi