Chodzi o fragment wypowiedzi J.Kaczyńskiego z 28 maja w audycji Radia Maryja "Rozmowy niedokończone" i w Telewizji Trwam: "Pan Ganley z jednej strony UE krytykuje, a z drugiej strony popiera euro. Właściwie mówi, że Traktat Lizboński jest też dobry. Nie bardzo wiadomo tak naprawdę, o co chodzi".
Rozprawa odbyła się w trybie wyborczym. Sąd w piątek zakazał J.Kaczyńskiemu rozpowszechniania nieprawdziwych informacji, jakoby Ganley oraz sama partia Libertas w jakikolwiek sposób popierali Traktat Lizboński.
Ponadto sąd nakazał liderowi PiS, aby w ciągu 48 godzin od daty uprawomocnienia się postanowienia kończącego postępowanie w sprawie zamieścił na własny koszt w Radiu Maryja oraz w Telewizji "Trwam" sprostowania podanej przez siebie 28 maja nieprawdziwej informacji o Ganleyu.
Wiceszef Libertas Polska Artur Zawisza komentując orzeczenie sądu podkreślił, że formacja ta "dowiodła swoich racji, odniosła zwycięstwo procesowe".
Zawisza zacytował przy tym treść przeprosin, który ma wygłosić szef PiS z obawy - jak powiedział - że J. Kaczyński "może nie chcieć, nie zdążyć w ciągu 48 godzin wypełnić postanowienia sądu". "Czynię to sprostowanie w imieniu Jarosława Kaczyńskiego, wyręczając go w tym, zapewne nieprzyjemnym dla niego przedsięwzięciu" - zaznaczył polityk.
Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak powiedział w piątek PAP, że prezes PiS od wyroku się odwołał. "Uważamy, że wyrok jest niesprawiedliwy. Naszym zdaniem, orzeczenie jest nieadekwatne do stanu faktycznego" - podkreślił.
/pap