"Opozycja to realna siła"
Argumentuje: "Jaki jest sens propozycji, by odmówić dialogu? Czekanie na cud? Nadzieja na to, że problem władzy na Białorusi rozwiąże w sekrecie amerykański oddział piechoty morskiej? (Nadzieja na to, że władza sama zwolni swoje gabinety?". "Szczerze mówiąc, sama nie mogę uwierzyć, że ten cel został osiągnięty, że Łukaszenka w końcu przemówił na temat wewnątrzbiałoruskiego dialogu z udziałem arbitrów międzynarodowych, europejskich i rosyjskich. Dlatego, że tym samym uznaje to, co zawsze negował - że opozycja, ludzie niezadowoleni z jego rządów, to realna siła, której nie może ani zdusić, ani ignorować" - przyznaje Kalinkina.
"Nie palnął tego tak po prostu"
Autorka wyraża jednak przypuszczenie, że Łukaszenka "mimo to, jak się wydaje, dojrzał (do dialogu), dlatego, że jego słowa przekazały nawet media państwowe - a więc, nie palnął tego tak po prostu, w uniesieniu". "Jeśli się wyjaśni, że chodziło nie o dialog, lecz o niezobowiązującą do niczego dyskusję polityczną o losach kraju, to trzeba poczekać uznając, że był to falstart. A jeśli mimo wszystko zostanie przyjęty format dialogu, ale opozycja ma w nim odegrać rolę warzywa politycznego - to już niemało" - uważa dziennikarka.
Wskazuje, że "najłatwiej wyobrazić sobie siebie w roli warzywa i od razu odmówić". W jej ocenie, oznacza to jednak "urazy, strach, złe doświadczenia, kompleksy", a nie politykę. "Realna polityka to nie emocje, to zawsze kalkulacje. Jakie kalkulacje mogą stać za rezygnacją z dialogu?" - przekonuje autorka "Narodnej Woli".
Propozycja Łukaszenki
Łukaszenka powiedział 29 sierpnia, że proponuje wszystkim "rozsądnie myślącym", "bez względu na to, do jakiego obozu politycznego należą", by siąść za okrągłym stołem i "realnie ocenić, kto ile jest wart, i ile może zrobić w celu efektywnego poprawienia sytuacji w kraju". Dodał, że chciałby zaproponować również i Unii Europejskiej i Rosji, by oddelegowały przedstawicieli "do udziału w tym okrągłym stole". Zastrzegł przy tym, że "przyszłość Białorusi powinna decydować się nie na placach i barykadach, ale drogą dialogu".
PAP