Związkowcy z Solidarności, po dwóch dniach protestu pod kancelarią premiera, przeszli rano pod Sejm. Zamierzają tam pozostać do 30 marca, kiedy ma być głosowany wniosek "S" o referendum w sprawie reformy emerytalnej.
Kilkuset członków śląsko-dąbrowskiej Solidarności spędziło noc z 27 na 28 marca w namiotach, które rozstawiono pod kancelarią premiera. Rano związkowcy przeszli - przy wtórze bębnów - pod Sejm. Na czele pochodu nieśli wbite na pale kukły premiera Donalda Tuska i ministra finansów Jacka Rostowskiego.
Demonstracja pod Sejmem rozpoczęła się od okrzyków: "do roboty", "chcesz popierać partię czynem, to umieraj przed terminem", ponadto związkowcy uderzali kaskami w chodniki. Wybuchło też kilka petard. Około południa związkowców ze Śląska i Zagłębia mają zmienić członkowie Solidarności z regionu mazowieckiego. Protest "S" w stolicy w tej sprawie trwa od 26 marca.
ja, PAP