Drastyczne zdjęcia ofiar katastrofy smoleńskiej próbowano sprzedać polskim redakcjom już dwa lata temu - donosi "Gazeta Wyborcza". - Fotografował kto chciał - zdradza obecny na miejscu tragedii funkcjonariusz BOR dodając, że "przed południem nikt nie kontrolował robiących zdjęcia.
Jak informuje "Wyborcza" niektóre redakcje w Polsce dostały propozycję kupna zdjęć ciała Lecha Kaczyńskiego. Miały być one wykonane w trakcie zbierania ciał na miejscu katastrofy.
Fotografie miały kosztować 30 tysięcy złotych. Nikt w Polsce - żadne gazety, telewizje ani nawet tabloidy - nie podjął negocjacji. - Jedna redakcja powiadomiła nas, przekazując e-mail, po którym namierzyliśmy tego człowieka - przyznaje oficer ABW. Nie ujawnia jednak, co działo się po tym zgłoszeniu. - Niech wystarczy, że po rozmowie z nami ten pan zrezygnował ze swoich planów. Powiedział, że materiał kupił od jednego z mieszkańców Smoleńska - ucina.
Z informacji "Gazety Wyborczej" wynika, że "każdy, kto był na miejscu katastrofy, mógł robić tam zdjęcia". - Dopiero po południu przyszedł jakiś prokurator i zakazał fotografowania. Wcześniej fotografował, kto chciał - przyznaje obecny w Smoleńsku funkcjonariusz BOR.
mp, "Gazeta Wyborcza"
Fotografie miały kosztować 30 tysięcy złotych. Nikt w Polsce - żadne gazety, telewizje ani nawet tabloidy - nie podjął negocjacji. - Jedna redakcja powiadomiła nas, przekazując e-mail, po którym namierzyliśmy tego człowieka - przyznaje oficer ABW. Nie ujawnia jednak, co działo się po tym zgłoszeniu. - Niech wystarczy, że po rozmowie z nami ten pan zrezygnował ze swoich planów. Powiedział, że materiał kupił od jednego z mieszkańców Smoleńska - ucina.
Z informacji "Gazety Wyborczej" wynika, że "każdy, kto był na miejscu katastrofy, mógł robić tam zdjęcia". - Dopiero po południu przyszedł jakiś prokurator i zakazał fotografowania. Wcześniej fotografował, kto chciał - przyznaje obecny w Smoleńsku funkcjonariusz BOR.
mp, "Gazeta Wyborcza"
