Premier pytany w radiowych "Sygnałach Dnia", czy kiedykolwiek pojawiły się z jego strony takie sugestie pod adresem Michnika, odparł: "Nie nigdy, ja zresztą byłem przekonany, że ta publikacja nastąpi, bo informował mnie o tym Adam Michnik mówiąc, że jego zespół będzie prowadził na własną rękę śledztwo dziennikarskie, i że po zakończeniu tego postępowania rzecz cała zostanie opisana, udostępniona opinii publicznej, więc to było dla mnie oczywiste od samego początku. (...) Pytałem się tylko od czasu do czasu, w różnych kontaktach z Adamem Michnikiem, jak się sprawy mają, czy jest coś nowego, czy sprawa jest prowadzona".
Michnik przyznał też podczas sobotniego przesłuchania przed komisją śledczą, że prosił Janinę Paradowską z "Polityki", aby ze swojego wywiadu z premierem wykreśliła pytania dotyczące sprawy Rywina.
Czy pamięta pan te pytania w wywiadzie dla "Polityki", zapytano premiera w "Sygnałach Dnia".
"Jak pamiętam, to nie tyle było pytanie w sprawie Rywina, tylko artykułu Urbana. Jerzy Urban apelował, żebym ujawnił jakąś aferę w SLD. Po tym artykule, ja poprosiłem pana Jerzego Urbana do siebie prosząc go, żeby przekazał mi szczegóły, bo jestem gotów do najdalej idącej współpracy celem wyjaśnienia wszystkich okoliczności, które są znane redakcji. Ale niestety, Jerzy Urban nie potrafił podać żadnych szczegółów, żadnych konkretów, to nie pozwoliło na wszczęcie postępowania, więc pani Paradowska do tego głównie nawiązywała" - odpowiedział Miller.
Powiedział, że nie zdziwiło go, że tego pytania nie ma w wywiadzie, który przekazano mu do autoryzacji, bo ta sprawa była w tym wywiadzie zupełnie marginalna.
Szef rządu pytany, czy nie zastanawiał się skąd Michnik wiedział o tym, że taki wywiad miał miejsce, odparł "Nie wiem". Prośba Michnika do Paradowskiej, o nieumieszczanie tego wątku w wywiadzie, wynikała - w ocenie premiera - z tego, że "Gazeta" chciała jako pierwsza opisać tę sprawę i mieć na nią wyłączność.
Premier potwierdził to, co deklarował w sobotę, że jest gotów ujawnić billingi telefoniczne. "Jeśli komisja czy prokuratura uzna to za potrzebne, uzyskanie tych billingów, to - pod warunkiem zachowania wszystkich przewidzianych prawem procedur - wspomniane elementy są do dyspozycji".
Nie chciał komentować pracy prokuratury, podobnie jak i komisji śledczej. "Trochę jestem zdumiony, że część polityków, także członków komisji śledczej, tak łatwo ocenia i rozdziela cenzurki, bo w tych sprawach nie powinno być żadnego wrażenia, iż jacyś politycy próbują oddziaływać na pracę komisji śledczej, czy prokuratury. Łatwo bowiem w opinii publicznej może wyrobić się opinia, że jakimś czynnikom politycznym zależy na ukierunkowywaniu tego śledztwa w taki czy inny sposób" - powiedział.
Podkreślił też, że spodziewa się, że i prokuratura, i komisja śledcza "uczynią wszystko, aby odnaleźć mocodawców, jeżeli oni rzecz jasna istnieją, bo trudno powiedzieć, czy Lew Rywin działał z inspiracji jakiejś grupy, czy sam wpadł na ten pomysł". Nie ma człowieka bardziej ode mnie zainteresowanego w wyjaśnieniu tej sprawy, powiedział.
W poniedziałek rano komisja śledcza wznowiła przesłuchiwanie Adama Michnika. Tego dnia na pytania posłów ma też odpowiadać prezes Agory Wanda Rapaczyńska.
em, pap
Czytaj też: Przychodzi Michnik przed komisję