Z zastrzegającego sobie anonimowość źródła w kierownictwie prokuratury dziennikarz PAP dowiedział się, że obawy kieleckich prokuratorów związane są głównie z tym, iż miałoby się to stać jeszcze, zanim przesłuchano by Sobotkę jako podejrzanego. "Jeśli taka osoba, której nie przedstawiono jeszcze zarzutu, dowiedziałaby się, jaki jest jeden z najważniejszych dowodów przeciwko niej, to jest to nieporozumienie. To szkodzi dobru śledztwa, na co nie można sobie pozwolić" - twierdzi źródło PAP.
O ujawnienie zeznania komendanta głównego policji Antoniego Kowalczyka w tzw. aferze starachowickiej zwrócił się do szefa resortu sprawiedliwości Grzegorza Kurczuka minister spraw wewnętrznych i administracji Krzysztof Janik. Dopóki nie poznam treści zeznań szefa policji Antoniego Kowalczyka, dotyczących sprawy starachowickiej, nie mogę odpowiadać na pytania o ewentualną dymisję komendanta - tłumaczył. "Policjant czymś różni się od polityka. Polityka można zabić gazetą, policjanta nie można" - powiedział Janik.
Również sam komendant główny policji uważa za "niezbędne odtajnienie w całości" jego zeznań, "co pozwoli na jednoznaczne wyjaśnienie tej sprawy" - jak napisał w oświadczeniu. Twierdzi, że w jego kolejnych zeznaniach nie ma sprzeczności. "Uzupełniłem jedynie i korygowałem przekazane wcześniej informacje o dodatkowe okoliczności" - powiedział.
Odtajnienie zeznań Kowalczyka domagała się także opozycja.
Sejm ma wysłuchać informacji na ten temat w przyszłym tygodniu - poinformował marszałek Sejmu Marek Borowski.
Jak podały w sobotę "Rzeczpospolita" i "Super Express", Kowalczyk zmienił swoje zeznania, składane w śledztwie w sprawie przecieku w aferze starachowickiej. Według dzienników, w czasie pierwszych zeznań szef policji twierdził, że nie przekazywał ówczesnemu wiceministrowi spraw wewnętrznych i administracji Zbigniewowi Sobotce informacji o akcji CBŚ w Starachowicach, potem jednak zeznał, że informował go o działaniach policji.
sg, pap