Polowanie na karpia

Polowanie na karpia

Dodano:   /  Zmieniono: 
- Po co ludzie kupują żywe karpie? - zapytał Jasiek (11). Dobre pytanie! Co roku zastanawiam się, po co męczyć ryby i robić sobie dodatkową pracę!
Czy jak chcemy zjeść na obiad łososia albo kaczkę szukamy w sklepie żywej ryby albo zamykamy w bagażniku żywy drób, a potem biegamy za nim z tasakiem?!

Nie! Więc dlaczego robimy wyjątek z karpiem?!

- Nie wiem Jasiu. Nigdy nie kupiłam żywego karpia! Szukam wytłumaczenia dla tej rzezi! - odpowiedziałam bezradnie.

Od kilku lat przed świętami ruszają akcję w obronie karpia.

Różne organizacje walczą o humanitarne traktowanie ryb: o nienoszenie ich w reklamówkach, niemęczenie w wannach, zabijanie bezstresowe!

Uczymy się powoli. Co roku zwiększa się liczba osób, które rezygnują z kupna żywego karpia.

Jednak nadal jest popyt na żywego, skoro w marketach i sklepach rybnych karpie cisną się przed świętami w basenowych zbiornikach, sprzedawcy wciskają je do plastikowych reklamówek, a kupujący wrzucają duszące się ryby do swoich bagażników albo spacerują przy minus 10 stopniach mrozu (!) z rybami po ulicach!

Koszmar! Dlaczego to robimy?!

Czy nieudręczony karp jest mniej smaczny?

Czy pływający kilka dni w wannie albo wyprowadzony na spacer w reklamówce ma prawdziwy wigilijny smak?! Chyba nie! Zwierzęta dręczone i męczone, podobnie jak ludzie wytwarzają hormon stresu (kortyzol), który raczej nie dodaje smaku, wręcz odwrotnie.

Więc dlaczego KTOŚ odgórnie nie zabroni dręczenia karpi!

Podajcie proszę chociaż jeden argument za zabijaniem lub dręczeniem żywej ryby!

- Tato, dlaczego niektórzy ludzie muszą mieć żywego karpia na święta? - drążył temat Jasiek.

- To pozostałość po komunie - odpowiedział spokojnie Maciek (senior).

Jasiek zrobił wielkie oczy. Przysłuchiwałam się rozmowie z wielkim zaciekawieniem.

- Kiedyś w sklepach nic nie było, dlatego ludzie kupowali żywe karpie kilka dni wcześniej, jak rzucili towar, a potem musieli je trzymać w wannie, żeby mieć świeżą rybę na święta - zaczął swój wywód tata.

- Za komuny ludzie kąpali się tylko raz w tygodniu w niedzielę, więc karp im nie przeszkadzał w łazience - tłumaczył komunistyczne absurdy Maciek.

- Raz w tygodniu? - dziwił się Jasiek.

- Jak z mamą byliśmy w twoim wieku brakowało wszystkiego: ciepłej wody, mydła i szamponu. Była jedna wanna, w której przed świętami pływał karp - Maciek snuł przedświąteczną opowieść.

Przypomniałam sobie czasy dzieciństwa. Wielką kolejkę za karpiem, jedną smutną wannę i karpia, który nie pozwalał nam się myć! A potem przerażenie mamy, co z nami zrobić (z siostrą), gdzie nas ukryć?!, żeby tata mógł zamknąć się w łazience (na klucz!), żeby zabić karpie! Odbyć rytualny mord!

Po powrocie do domu czekał na nas widok krwi i wnętrzności ryby w koszu (wyłożonym gazetą, bo nie było wtedy worków do śmieci!). Można było stracić apetyt na zawsze! Tata też nie należał do szczęśliwych, że to jemu przypadało to „męskie” zadanie! Kto miał mu pomóc? Mama, ja czy Ewa (moja starsza o rok siostra)?!

Tęsknię za tatą. Tyle pozostało z tamtych dni.

Dziś żal mi żywych karpi w domowych wannach i sklepowych basenach.

Chciałabym stanąć w sklepie i namawiać ludzi, żeby przestali je kupować!

Właściwie wszyscy cierpią na tym biznesie: ekspedienci w sklepie, którzy mieszają w niedotlenionym bajorze w poszukiwaniu ryby, a potem walczą z nią na wadze! My kupujący, bo trzymamy je w reklamówce, męczymy okrutnie, a potem jesteśmy zmuszeni do mordu!

Nasze dzieci, bo patrzą na te nasze i ryby męczarnie!

Więc dlaczego to robimy?!

Dzisiaj w sklepach mamy wszystko. Nie musimy rezygnować z kąpieli (raz w tygodniu :-) żeby mieć świeżą rybę na Wigilię!

Więc przestańmy to robić!