Kolekcjoner-inwestor na miecz wyceniany na 10 tys. dolarów nie zwróci uwagi
Miecze japońskie nie tylko zachwycają oko, ale mogą być też dobrą inwestycją. - Ceny pełnowartościowych egzemplarzy rosną od 20 do 50 proc. rocznie - mówi Henryk Socha, kolekcjoner i autor książki Miecze samurajskie - Nihonto, której kolejne wydanie jest jeszcze do kupienia w księgarniach.
Największy wzrost wartości dotyczy mieczy, które są bardzo dobrze zachowane, sygnowane, datowane, wykute przez wybitnego rzemieślnika i mają oryginalny japoński certyfikat. - A te są już bardzo drogie - zaznacza Henryk Socha.
- Kolekcjoner-inwestor na miecz wyceniany na 10 tys. dolarów nie zwróci uwagi - dodaje. Najcenniejsze egzemplarze wymagają zainwestowania nawet kilkuset tysięcy dolarów. Problemem ich miłośników nie jest jednak tylko wysoka cena, ale również brak chętnych do sprzedaży. - Kolekcjonerzy nie chcą rozstawać się ze swoimi skarbami. Zainteresowani kupnem mogą liczyć tylko na ich spadkobierców - uśmiecha się Socha. - Kiedyś zostałem poproszony o pośrednictwo w kupnie egzemplarza, który jest wyceniany na 200 tys. dolarów, ale mimo znajomości wśród kolekcjonerów na całym świecie, nie znalazłem chętnego do sprzedaży - opowiada. - Na rynku są jednak do kupienia miecze tańsze, wyceniane na kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy dolarów, które również mogą być dobrą inwestycją. Za inwestycyjne uznałbym przede wszystkim miecze XV-wieczne. Z tego okresu pochodzą prawdziwe cacka. Sposoby ich kucia zdumiewają precyzją. Każdy najdrobniejszy element miecza jest prawdziwym dziełem sztuki, a każdy egzemplarz ma tych elementów dziesiątki - zachwyca się. - Produkcja miecza to wielokrotne skuwanie z sobą kilku kawałków żelaza i stali, co w efekcie daje miecz złożony z tysięcy cienkich warstw. W szczególnych mieczach liczba tych warstw dochodzi nawet do miliona! To właśnie sztuka skuwania, indywidualny kunszt miecznika tworzy na powierzchni miecza obrazy ze stali, nad którymi znawcy i miłośnicy broni japońskiej mogą spędzać czas godzinami - tłumaczy kolekcjoner.
Późniejsze miecze nie są już tak dopracowane. - Miecze sprzed 300-400 lat można kupić już za kilkanaście tysięcy złotych - mówi Henryk Socha. Początkujących zbieraczy przestrzega przed kupowaniem mieczy z okresu II wojny światowej. - Są one powszechne, tanie i niewiele mają wspólnego z dawnym kunsztem.
Błędem jest też kupowanie mieczy na targach staroci. - Zardzewiały miecz z szansą na zastosowanie polerowania kosztuje w Japonii 300-600 dolarów, natomiast w Polsce jest wyceniany 2-, 3-krotnie wyżej - tłumaczy. - Doprowadzenie takiego miecza do właściwego stanu w Polsce jest niewykonalne. Pozostaje wysłanie go do Japonii, a wtedy do zakupu trzeba dołożyć kilka tysięcy dolarów. Według niego nie warto też kupować mieczy w galeriach i na aukcjach. Aby nie dać się nabrać, radzi się zainteresować katalogiem Martina Millera i ofertą DA Dorotheum. - Ale na okazje wciąż jest najlepiej trafić w Japonii - zapewnia. - Miecze japońskie są wprawdzie drogie, ale będą jeszcze droższe, bo każdy z nich jest unikatem. A znajomy kolekcjoner i sprzedawca z Tokio twierdzi, że jego najlepszymi klientami są... Rosjanie.
Ceny mieczy japońskich
do 10 tys. USD
miecze najczęściej występujące na aukcjach, w antykwariatach, w internecie
10-30 tys. USD
miecze bardzo wysokiej, zabytkowej klasy, mające certyfikaty japońskie
30-100 tys. USD
miecze kolekcjonerskie, rzadko pojawiające się na aukcjach, wykonane
przez doskonałego miecznika, w nieskazitelnym stanie, sygnowane
100- 500 tys. USD
historyczne miecze w idealnym stanie
Słowniczek
Katana - długi miecz o długości ostrza ponad 60,6 cm
Wakizashi - krótki miecz o długości ostrza od 30,3 do 60,6 cm
Tanto - miecze o długości poniżej 30,3 cm
Tsuba - jelec tarczowy lub garda
Hamon - linia hartowania
Mekugi-ana - otwór w trzpieniu
Shirasaya - pochwa do przechowywania miecza
Największy wzrost wartości dotyczy mieczy, które są bardzo dobrze zachowane, sygnowane, datowane, wykute przez wybitnego rzemieślnika i mają oryginalny japoński certyfikat. - A te są już bardzo drogie - zaznacza Henryk Socha.
- Kolekcjoner-inwestor na miecz wyceniany na 10 tys. dolarów nie zwróci uwagi - dodaje. Najcenniejsze egzemplarze wymagają zainwestowania nawet kilkuset tysięcy dolarów. Problemem ich miłośników nie jest jednak tylko wysoka cena, ale również brak chętnych do sprzedaży. - Kolekcjonerzy nie chcą rozstawać się ze swoimi skarbami. Zainteresowani kupnem mogą liczyć tylko na ich spadkobierców - uśmiecha się Socha. - Kiedyś zostałem poproszony o pośrednictwo w kupnie egzemplarza, który jest wyceniany na 200 tys. dolarów, ale mimo znajomości wśród kolekcjonerów na całym świecie, nie znalazłem chętnego do sprzedaży - opowiada. - Na rynku są jednak do kupienia miecze tańsze, wyceniane na kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy dolarów, które również mogą być dobrą inwestycją. Za inwestycyjne uznałbym przede wszystkim miecze XV-wieczne. Z tego okresu pochodzą prawdziwe cacka. Sposoby ich kucia zdumiewają precyzją. Każdy najdrobniejszy element miecza jest prawdziwym dziełem sztuki, a każdy egzemplarz ma tych elementów dziesiątki - zachwyca się. - Produkcja miecza to wielokrotne skuwanie z sobą kilku kawałków żelaza i stali, co w efekcie daje miecz złożony z tysięcy cienkich warstw. W szczególnych mieczach liczba tych warstw dochodzi nawet do miliona! To właśnie sztuka skuwania, indywidualny kunszt miecznika tworzy na powierzchni miecza obrazy ze stali, nad którymi znawcy i miłośnicy broni japońskiej mogą spędzać czas godzinami - tłumaczy kolekcjoner.
Późniejsze miecze nie są już tak dopracowane. - Miecze sprzed 300-400 lat można kupić już za kilkanaście tysięcy złotych - mówi Henryk Socha. Początkujących zbieraczy przestrzega przed kupowaniem mieczy z okresu II wojny światowej. - Są one powszechne, tanie i niewiele mają wspólnego z dawnym kunsztem.
Błędem jest też kupowanie mieczy na targach staroci. - Zardzewiały miecz z szansą na zastosowanie polerowania kosztuje w Japonii 300-600 dolarów, natomiast w Polsce jest wyceniany 2-, 3-krotnie wyżej - tłumaczy. - Doprowadzenie takiego miecza do właściwego stanu w Polsce jest niewykonalne. Pozostaje wysłanie go do Japonii, a wtedy do zakupu trzeba dołożyć kilka tysięcy dolarów. Według niego nie warto też kupować mieczy w galeriach i na aukcjach. Aby nie dać się nabrać, radzi się zainteresować katalogiem Martina Millera i ofertą DA Dorotheum. - Ale na okazje wciąż jest najlepiej trafić w Japonii - zapewnia. - Miecze japońskie są wprawdzie drogie, ale będą jeszcze droższe, bo każdy z nich jest unikatem. A znajomy kolekcjoner i sprzedawca z Tokio twierdzi, że jego najlepszymi klientami są... Rosjanie.
Ceny mieczy japońskich
do 10 tys. USD
miecze najczęściej występujące na aukcjach, w antykwariatach, w internecie
10-30 tys. USD
miecze bardzo wysokiej, zabytkowej klasy, mające certyfikaty japońskie
30-100 tys. USD
miecze kolekcjonerskie, rzadko pojawiające się na aukcjach, wykonane
przez doskonałego miecznika, w nieskazitelnym stanie, sygnowane
100- 500 tys. USD
historyczne miecze w idealnym stanie
Słowniczek
Katana - długi miecz o długości ostrza ponad 60,6 cm
Wakizashi - krótki miecz o długości ostrza od 30,3 do 60,6 cm
Tanto - miecze o długości poniżej 30,3 cm
Tsuba - jelec tarczowy lub garda
Hamon - linia hartowania
Mekugi-ana - otwór w trzpieniu
Shirasaya - pochwa do przechowywania miecza