Antyki są tańsze od mebli współczesnych
Dwa lata trwała recesja na rynku mebli
- ruch zamarł, a ceny spadały w niektórych wypadkach nawet o połowę. Warszawscy antykwariusze utrzymują, że jest to dobry moment na kupno, ponieważ ceny wkrótce wzrosną.
- W Polsce stare meble są tanie, niedroga jest także ich konserwacja. Można kupić komodę czy kanapę w średnim stanie, a po renowacji mieć naprawdę wartościowy mebel. Natomiast ceny takich zabiegów na Zachodzie są tak wysokie, że odnowienie zniszczonego przedmiotu nie ma żadnego sensu ekonomicznego - tłumaczy Jan Koszutski, dyrektor DA Desa Unicum. Według niego, dostrzegają to przede wszystkim osoby, które przyjeżdżają do Polski na kontrakty, ale zaczynają zauważać również Polacy.
Kupowanie starych mebli, zwłaszcza XVIII-wiecznych wysokiej klasy, zawsze było dobrą inwestycją. Tym bardziej gdy nabyło się przedmiot z certyfikatem.
- W czasie załamania rynku ceny tych wyrobów utrzymały się. Z kolei meble z przełomu XIX i XX wieku zdecydowanie staniały. Jeżeli dojdzie do Polski z Zachodu boom na antyki, to właśnie one najbardziej podrożeją - mówi Jan Koszutski. - Oba rynki prędzej czy później wyrównają się - dodaje Juliusz Windorbski, prezes Desy Unicum. - Obecnie w antykwariacie można kupić kanapę za 2-4 tys. zł, czyli taniej niż w sklepie meblowym, nie mówiąc o meblach stylizowanych, które są nawet kilkakrotnie droższe. Współcześnie zrobione biurko w stylu angielskim kosztuje 15 tys. zł, komoda - 12 tys. zł.
Piotr Lengiewicz, prezes DA Rempex, również przyznaje, że meble antyczne staniały, a ich ceny są atrakcyjne. - I na pewno nie podzielą losu np. mebli wyszkowskich, które po kilku latach w najlepszym wypadku trafiają do piwnic - mówi. - Antyki można sprzedać, rynek zaczyna być coraz płynniejszy. Trudno uznać za alternatywę kupno mebli współczesnych, które już po opuszczeniu sklepu tracą połowę wartości - uważa Juliusz Windorbski.
Na lutowej aukcji Rempexu komplet mebli w stylu art deco składający się ze stołu, sześciu krzeseł, bufetu, szafki pomocniczej, serwantki - barku oraz stolika pomocniczego i fotela (szezlonga) wystawiony był z ceną wywoławczą 19 tys. zł. Transakcję warunkową zawarto przy kwocie 15 tys. zł. Nie jest to cena wygórowana za umeblowanie salonu, zwłaszcza że tak duże zestawy rzadko się spotyka na rynku antykwarycznym. Gabinet w tym samym stylu można urządzić za blisko 18 tys. zł. - Zainteresowanie meblami było widoczne na styczniowej aukcji - mówi Piotr Lengiewicz. Zaznacza jednak, że na mebel trzeba znaleźć amatora. - Stół czy kredens musi pasować do wnętrza, trzeba mieć miejsce, by go ustawić, kupno wynika więc z rzeczywistych potrzeb. Łatwiej sprzedaje się "biżuterię" meblową - stoliki pomocnicze, szafeczki, ładne drobiazgi. Według Lengiewicza, zwiększenie zainteresowania stylowymi meblami może przynieść boom na rynku mieszkaniowym. - Tak było kilka lat temu - mówi. - Ruch w galerii i zainteresowanie meblami zauważyliśmy pod koniec 2004 roku. Antyki najchętniej kupują przyjeżdżający do Polski do pracy cudzoziemcy. Oni wiedzą, że po zakończeniu kontraktu w najgorszym wypadku odzyskają pieniądze wydane na umeblowanie - mówi Juliusz Windorbski. - Na aukcjach sprzedawaliśmy również sporo mebli z przełomu XIX i XX wieku, zwłaszcza kanapy, krzesła, komody, lustra. Gorzej jest z szafami - dodaje Jan Koszutski.
Takiego popytu nie ma jednak poza Warszawą. - Zainteresowanie meblami jest, gorzej ze sprzedażą - przyznaje Andrzej Nowak Przygodzki, właściciel sopockiego antykwariatu Belle Epoque.
- Klienci przychodzą, rozglądają się, szukają konkretnych rzeczy.
Poznańska firma Edwin Nowacki - Dzieła Sztuki i Antyki również narzeka na brak chętnych. - Małe zwiększenie zainteresowania jest, 99,9 proc. biznesmenów nie przywiązuje jednak wagi do klasy mebla - mówi Edwin Nowacki. I dodaje, że antyków nie można traktować jako inwestycji - one są po to, aby z nimi żyć, kochać je, a ewentualnie można się liczyć z tym, że za kilka lat się je sprzeda, być może nawet z zyskiem - tłumaczy.
Warto więc wykorzystać niskie ceny i zainteresować się meblami dobrej klasy, bo zainteresowanie tymi wyrobami dopiero się u nas
rodzi.
Z galerii:
- Stół z litego orzecha z jedną szufladą (XIX w.), cena: 2,7 tys. zł, Belle Epoque, Sopot
- Komoda w stylu biedermeier z drewna czereśniowego (XIX w.), cena: 3,5 tys. zł, Art Deco, Kraków
- Witryna biedermeier (ok. 1840 r.), cena: 9 tys. zł, Edwin Nowacki - Dzieła Sztuki i Antyki, Poznań
- ruch zamarł, a ceny spadały w niektórych wypadkach nawet o połowę. Warszawscy antykwariusze utrzymują, że jest to dobry moment na kupno, ponieważ ceny wkrótce wzrosną.
- W Polsce stare meble są tanie, niedroga jest także ich konserwacja. Można kupić komodę czy kanapę w średnim stanie, a po renowacji mieć naprawdę wartościowy mebel. Natomiast ceny takich zabiegów na Zachodzie są tak wysokie, że odnowienie zniszczonego przedmiotu nie ma żadnego sensu ekonomicznego - tłumaczy Jan Koszutski, dyrektor DA Desa Unicum. Według niego, dostrzegają to przede wszystkim osoby, które przyjeżdżają do Polski na kontrakty, ale zaczynają zauważać również Polacy.
Kupowanie starych mebli, zwłaszcza XVIII-wiecznych wysokiej klasy, zawsze było dobrą inwestycją. Tym bardziej gdy nabyło się przedmiot z certyfikatem.
- W czasie załamania rynku ceny tych wyrobów utrzymały się. Z kolei meble z przełomu XIX i XX wieku zdecydowanie staniały. Jeżeli dojdzie do Polski z Zachodu boom na antyki, to właśnie one najbardziej podrożeją - mówi Jan Koszutski. - Oba rynki prędzej czy później wyrównają się - dodaje Juliusz Windorbski, prezes Desy Unicum. - Obecnie w antykwariacie można kupić kanapę za 2-4 tys. zł, czyli taniej niż w sklepie meblowym, nie mówiąc o meblach stylizowanych, które są nawet kilkakrotnie droższe. Współcześnie zrobione biurko w stylu angielskim kosztuje 15 tys. zł, komoda - 12 tys. zł.
Piotr Lengiewicz, prezes DA Rempex, również przyznaje, że meble antyczne staniały, a ich ceny są atrakcyjne. - I na pewno nie podzielą losu np. mebli wyszkowskich, które po kilku latach w najlepszym wypadku trafiają do piwnic - mówi. - Antyki można sprzedać, rynek zaczyna być coraz płynniejszy. Trudno uznać za alternatywę kupno mebli współczesnych, które już po opuszczeniu sklepu tracą połowę wartości - uważa Juliusz Windorbski.
Na lutowej aukcji Rempexu komplet mebli w stylu art deco składający się ze stołu, sześciu krzeseł, bufetu, szafki pomocniczej, serwantki - barku oraz stolika pomocniczego i fotela (szezlonga) wystawiony był z ceną wywoławczą 19 tys. zł. Transakcję warunkową zawarto przy kwocie 15 tys. zł. Nie jest to cena wygórowana za umeblowanie salonu, zwłaszcza że tak duże zestawy rzadko się spotyka na rynku antykwarycznym. Gabinet w tym samym stylu można urządzić za blisko 18 tys. zł. - Zainteresowanie meblami było widoczne na styczniowej aukcji - mówi Piotr Lengiewicz. Zaznacza jednak, że na mebel trzeba znaleźć amatora. - Stół czy kredens musi pasować do wnętrza, trzeba mieć miejsce, by go ustawić, kupno wynika więc z rzeczywistych potrzeb. Łatwiej sprzedaje się "biżuterię" meblową - stoliki pomocnicze, szafeczki, ładne drobiazgi. Według Lengiewicza, zwiększenie zainteresowania stylowymi meblami może przynieść boom na rynku mieszkaniowym. - Tak było kilka lat temu - mówi. - Ruch w galerii i zainteresowanie meblami zauważyliśmy pod koniec 2004 roku. Antyki najchętniej kupują przyjeżdżający do Polski do pracy cudzoziemcy. Oni wiedzą, że po zakończeniu kontraktu w najgorszym wypadku odzyskają pieniądze wydane na umeblowanie - mówi Juliusz Windorbski. - Na aukcjach sprzedawaliśmy również sporo mebli z przełomu XIX i XX wieku, zwłaszcza kanapy, krzesła, komody, lustra. Gorzej jest z szafami - dodaje Jan Koszutski.
Takiego popytu nie ma jednak poza Warszawą. - Zainteresowanie meblami jest, gorzej ze sprzedażą - przyznaje Andrzej Nowak Przygodzki, właściciel sopockiego antykwariatu Belle Epoque.
- Klienci przychodzą, rozglądają się, szukają konkretnych rzeczy.
Poznańska firma Edwin Nowacki - Dzieła Sztuki i Antyki również narzeka na brak chętnych. - Małe zwiększenie zainteresowania jest, 99,9 proc. biznesmenów nie przywiązuje jednak wagi do klasy mebla - mówi Edwin Nowacki. I dodaje, że antyków nie można traktować jako inwestycji - one są po to, aby z nimi żyć, kochać je, a ewentualnie można się liczyć z tym, że za kilka lat się je sprzeda, być może nawet z zyskiem - tłumaczy.
Warto więc wykorzystać niskie ceny i zainteresować się meblami dobrej klasy, bo zainteresowanie tymi wyrobami dopiero się u nas
rodzi.
Z galerii:
- Stół z litego orzecha z jedną szufladą (XIX w.), cena: 2,7 tys. zł, Belle Epoque, Sopot
- Komoda w stylu biedermeier z drewna czereśniowego (XIX w.), cena: 3,5 tys. zł, Art Deco, Kraków
- Witryna biedermeier (ok. 1840 r.), cena: 9 tys. zł, Edwin Nowacki - Dzieła Sztuki i Antyki, Poznań