Ogromne kłopoty czekają operatorów sieci kablowych. Do gry wchodzi TP SA i naziemna telewizja cyfrowa
Półtora roku temu na targach telewizyjnych w Cannes odbyła się konferencja France Télécom. W malowniczo położonym kurorcie ówczesny prezes telekomu Thierry Breton nakreślił swoją wizję rozwoju, zapowiedział między innymi uruchomienie nowej usługi polegającej na przesyłaniu sygnału telewizyjnego szerokopasmowymi łączami internetowymi (TVon IP). Obecny na konferencji Marek Sowa, wiceprezes UPC Polska, największego w Polsce operatora sieci kablowej, wstał i zadał pytanie, czy nowa oferta France Télécom za pośrednictwem Telekomunikacji Polskiej trafi także nad Wisłę. Breton potwierdził. Nie była to odpowiedź, której oczekiwali Sowa i wszyscy polscy operatorzy kablowi.
Odliczanie
Piętnaście lat temu, kiedy w Polsce masowo zaczęły powstawać sieci kablowe, operatorem mógł zostać każdy. Wystarczyło się porozumieć ze spółdzielnią mieszkaniową, zainwestować trochę pieniędzy w okablowanie, a potem skierować pobierany bezprawnie sygnał kilkunastu kanałów telewizyjnych z anten satelitarnych do sieci i zacząć inkasować abonament. Interes się kręcił, bo spółdzielnie mieszkaniowe podpisywały z operatorami takie kontrakty, które uniemożliwiały mieszkańcom dostęp do alternatywnej sieci kablowej, a nawet do bezpłatnej anteny zbiorczej. Praktycznie na wszystkich polskich osiedlach mieszkaniowych działają sieci kablowe i praktycznie każde osiedle jest miejscem działania monopolu jednego operatora.
W miastach, w których interesy prowadzi kilka firm operatorskich, istnieje wyraźny podział stref wpływów, tak by firmy nie musiały z sobą konkurować. Sytuacja, do której przez piętnaście lat przyzwyczaili się operatorzy, także ci najwięksi, zmieni się jednak radykalnie.
Kilka miesięcy po konferencji w Cannes France Telecom uruchomiło sieć kablową pod nazwą TV Maligne. Firma za pośrednictwem jednego łącza sprzedaje szerokopasmowy internet, usługę telefoniczną i cyfrową telewizję kablową wraz z dodatkami w rodzaju video on demand, a dodatkowo, jako właściciel sieci Orange, usługi telefonii komórkowej. Klient płaci za wszystko w ramach jednego rachunku.
W Polsce wkrótce będzie tak samo, choć przekształcanie Telekomunikacji Polskiej w kablówkę idzie jak po grudzie. Testy nowej usługi miały ruszyć jeszcze na początku 2005 roku. Tyle że TP SA musiałaby praktycznie wymienić wszystkie swoje łącza, bo używane obecnie są niewydolne. Przyjmuje się, że do zaawansowanej technologicznie transmisji telewizji wysokiej rozdzielczości potrzebna jest przepustowość na poziomie
20 Mb/s, a do transmisji zwykłej telewizji w formacie cyfrowym wystarcza 10 Mb/s. Najszybsze łącza Neostrady TP, dostępne w niektórych rejonach kraju, to 6 Mb/s. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że TP SA znalazła dostawcę innowacyjnego sprzętu do kompresji sygnału telewizyjnego, który umożliwi uruchomienie nowej usługi na mniej wydajnych łączach, co pozwoli na ograniczenie nakładów inwestycyjnych.
Na rynku kablowym już nikt nie ma wątpliwości, że start sieci telewizyjnej TP SA to jedynie kwestia czasu. Operatorzy kablowi wiedzą to najlepiej, bo jak twierdzą, gigant rozpoczął już kaperowanie pracowników, którzy mają przygotować ofertę programową nowej sieci. To potrwa, bo TP SA nie ma żadnego doświadczenia w kontaktach z producentami kanałów tematycznych. Firma na razie milczy, ale rynek spodziewa się, że z nową usługą
TP SA wystartuje już w przyszłym roku.
Do lamusa
A to oznacza, że osiedlowe monopole sieci kablowych runą jak domki z kart. Tradycyjne sieci telewizji kablowej stracą rację bytu na rzecz firm oferujących klientom pakiety usług - telefonię stacjonarną, telewizję cyfrową i szerokopasmowy internet. Część dużych sieci kablowych już takie usługi sprzedaje i one będą z Telekomunikacją Polską konkurować.
Polski rynek kablowy jest jednak niebywale rozdrobniony. Działa na nim 500 operatorów (w Wielkiej Brytanii dwóch). Wszystkie małe sieci kablowe, prowadzone przez spółdzielnie mieszkaniowe czy drobnych przedsiębiorców, albo zbankrutują pokonane w starciu z gigantami, albo - jak twierdzi Andrzej Zarębski, ekspert zajmujący się rynkiem mediów - zostaną przejęte przez największych graczy. Chętnych na akwizycję z pewnością nie zabraknie, bo jest to jedyny sposób na rozbudowanie bazy abonentów. Nowych gniazdek nie ma gdzie zakładać, bo praktycznie wszyscy mieszkańcy bloków w Polsce mają dostęp do sieci kablowej, a budowanie infrastruktury na wsi się nie opłaca.
Piotr Ćwikliński, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Legionowie pod Warszawą, która założyła liczącą 6 tys. abonentów sieć kablową, nie obawia się jednak konkurencji. - Nasza sieć jest stale modernizowana. Niedawno wprowadziliśmy internet. Obserwujemy to, co dzieje się na rynku, ale konkurencji się nie boimy - mówi. UPC, które także działa w Legionowie, kilkakrotnie składało ofertę przejęcia abonentów, ale spółdzielcy pozostają nieugięci. Zamierzają konkurować z gigantami cenami, które w ich sieci są o 30-40 proc. niższe niż w UPC.
Niskimi cenami chce powalczyć także Bogusław Szymaniak, właściciel i prezes liczącej 3 tys. abonentów sieci kablowej w Koninie, ale jest świadomy zagrożenia. - Zdajemy sobie sprawę, że małe sieci kablowe będą miały problemy, ale czekamy na rozwój sytuacji - mówi prezes. Nie wyklucza, że jeśli dostanie ofertę zakupu, sprzeda firmę.
Kabel wart miliardy
Wszystko wskazuje na to, że kolejna fala konsolidacji rynku kablowego zacznie się od mocnego uderzenia. Lider UPC Polska sposobi się do przejęcia czwartego gracza, firmy Aster. Na wszystkich rynkach w Europie (UPC jest największą tego typu firmą), spółka uruchamia interaktywne usługi multimedialne, cyfrową telewizję i telefonię, kontroluje rynek liczący 2-3 mln abonentów.
Marek Sowa nie ukrywa, że inwestycje w nowe usługi mają sens ekonomiczny tylko przy takim poziomie udziału w rynku. TP SA po uruchomieniu swojej telewizji na dzień dobry uzyska dostęp do około 10 mln abonentów. UPC nawet po przejęciu Aster będzie miało mniej niż półtora miliona. W sensie układu sił na rynku ta druga co do wielkości transakcja w historii polskiego rynku mediów nie będzie miała wielkiego znaczenia. Aby skutecznie konkurować z TP SA, UPC musi więc kupować dalej. Co więcej, po zakupie każdą sieć trzeba doinwestować.
Aster uchodziło za najnowocześniejszą sieć w Polsce, bo ma w ofercie telewizję cyfrową. Tyle że tylko w niektórych rejonach Warszawy. Znaczna część abonentów tej firmy nie jest nawet podłączona do internetu.
UPC, które kreuje się na konsolidatora rynku, musi się więc przygotować na inwestycje sięgające miliardów złotych. Może sobie na to pozwolić, bo stoi za nim amerykański potentat kablowy Liberty Media i jego właściciel miliarder John Malone. Niedawno UPC kupiło sieć liczącą 700 tys. klientów w Rumunii i dwa miliony gniazdek największej sieci kablowej w Szwajcarii, co kosztowało 2 mld euro. Zresztą inwestycje tej firmy należy traktować w szerszym kontekście jako budowanie europejskiego potentata telekomunikacyjnego. W Europie UPC ma 13 mln abonentów.
Innych polskich sieci kablowych, nawet bogatych TV Vectra i Multimedia Polska, na tak spektakularne przejęcia raczej nie będzie stać. Co więcej, z uwagi na koszt inwestycji sieci kablowe stają się powoli nieatrakcyjne dla funduszy venture capital, które kupowały polskie sieci kablowe kilka lat temu i teraz mogą szukać możliwości wyjścia. Tak może się stać z trzecią co do wielkości siecią Multimedia, która w całości należy do holenderskiego funduszu UNP Holdings.
Przejąć Cyfrę+
UPC ma do rozegrania jeszcze jedną partię, której stawką jest pozyskanie około 700 tys. bardzo dobrych klientów. Chodzi o abonentów satelitarnej platformy Cyfra+, którzy z biznesowego punktu widzenia są o tyle atrakcyjni, że stać ich na płacenie abonamentu średnio dwukrotnie wyższego niż w telewizjach kablowych.
Cyfra+ powstała z połączenia starej Cyfry+ należącej do Vivendi i platformy Wizja TV kontrolowanej przez UPC. Dzisiaj Francuzi mają 75 proc. Cyfry+. Reszta należy do UPC, które od dłuższego czasu wysyła do Vivendi sygnały, że zamierza rozegrać dogrywkę i przejąć cały interes. Decyzje o losie platformy zapadną jednak gdzie indziej.
Najważniejszym aktywem Vivendi w Polsce są akcje Elektrimu Telekomunikacja, który ma 48 proc. akcji Polskiej Telefonii Cyfrowej, choć powszechnie uważa się, że jedynym celem Francuzów jest obecnie sprzedanie akcji operatora Ery. Jeśli do tego dojdzie, Vivendi z łatwością pozbędzie się też platformy, w której do tej pory utopiło 400 mln USD. Cyfra+ osiąga co prawda w ostatnim czasie zysk netto, ale jest poważnie zadłużona. W dodatku będzie jeszcze bardziej narażona na konkurencję ze strony TP SA niż sieci kablowe, bo abonament na platformę jest drogi, a operator satelitarny nie może samodzielnie zaoferować usług telefonicznych czy szerokopasmowego internetu. W grupie UPC byłoby to możliwe.
Już teraz z myślą o przyszłej konkurencji obydwie satelitarne platformy (oprócz Cyfry+ także Polsat Cyfrowy) wprowadziły tanie pakiety w cenie 25-30 zł. Nie bez znaczenia jest to, że Marek Sowa zasiada w radach nadzorczych spółek Canal+ Cyfrowy, właściciela Cyfry+ a także Polskiej Telefonii Cyfrowej. UPC ma w ten sposób bezpośredni dostęp do najważniejszych informacji z obydwu spółek.
Dla TP SA uruchomienie oferty telewizyjnej jest jedynym rozwiązaniem problemu odpływu abonentów indywidualnych, którzy masowo rezygnują z drogich telefonów stacjonarnych na rzecz komórek (w ubiegłym roku przychody TP SA z rozmów przez telefony stacjonarne spadły o prawie 10 proc.). Poza tym rośnie konkurencja ze strony tanich operatorów telekomunikacyjnych, jak Tele2, i komunikatorów internetowych typu Skype i Gadu Gadu. W potrójnej usłudze telefon ma być praktycznie bezpłatnym dodatkiem do telewizji i internetu, co ma spadkowy trend zatrzymać, a przynajmniej spowolnić. Tak dzieje się zresztą na całym świecie. W samym Amsterdamie działa sześć telekomów oferujących TVonIP.
Upowszechnienie potrójnej usługi zmieni układ sił na rynku telekomunikacyjnym. Do tej pory kablówki praktycznie z sobą nie konkurowały. TP SA także nie miała realnej konkurencji. Teraz wszyscy będą konkurować ze wszystkimi, a podział na rynek telewizyjny i telekomunikacyjny zaniknie. I jakby tego było mało, kolejną szykanę w tym wyścigu ustawia zupełnie nowy gracz.
Ubogi, ale groźny krewny
Zgodnie z dyrektywą Komisji Europejskiej w 2014 roku mają zamilknąć w Europie tradycyjne nadajniki telewizyjne. Do tego czasu mają je zastąpić nadajniki cyfrowe. Dzięki tej zmianie widzowie zamiast kilku programów, jak obecnie, będą mogli oglądać za pośrednictwem zwykłej anteny kilkanaście, a docelowo kilkadziesiąt programów w jakości cyfrowej. Ustalenie, ile ich będzie, na razie jest niemożliwe, bo urzędnicy Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie mogą się zdecydować, jaki format kompresji sygnału wybrać, jaki system nadajników zbudować i kto ma za to zapłacić. Bałagan, przepychanki, które trwają między Telewizją Polską a założoną przez TVN i Polsat spółką Polski Operator Telewizyjny, opóźniają start nowej telewizji.
Jednak zgodnie z ubiegłotygodniową decyzją KRRiT w marcu ruszy przetarg na operatorów pierwszych multipleksów (ośrodków nadawczych telewizji cyfrowej), co każe wierzyć, że start w wydaniu komercyjnym jest kwestią miesięcy. Warunkiem sukcesu jest namówienie milionów Polaków do wydania 300 zł na dekoder, bez którego oglądanie cyfrowej TV jest niemożliwe. Aby przekonać widza do inwestycji, operatorzy multipleksów będą musieli zaoferować znacznie lepszy produkt niż telewizja naziemna. W ofercie multipleksów znajdą się zapewne wszystkie programy telewizji ogólnopolskich i ponadregionalnych - od TVP 1 do TV 4, które są zdecydowanie najchętniej oglądanymi kanałami - oraz te, których do tej pory ze względu na brak wolnych częstotliwości nie można było w eterze znaleźć. W grę wchodzą kanały tematyczne - filmowe, sportowe i popularnonaukowe.
Jednak oferta multipleksów będzie na pewno znacznie uboższa od propozycji kablówek, bo 20 czy 30 kanałów nie sposób porównać z 200 programami, telewizją wysokiej rozdzielczości z superwysoką jakością dźwięku i wyświetlaniem filmu na żądanie, nawet w dzień premiery kinowej, a takich zachęt można się spodziewać ze strony największych sieci kablowych i TP SA.
Naziemna telewizja cyfrowa będzie miała nad nimi olbrzymią przewagę pod jednym względem - będzie ogólnodostępna i darmowa. Już teraz od 30 do 50 proc. abonentów sieci kablowych opłaca tylko minimalny pakiet programów, tak zwany pakiet socjalny, który w zależności od sieci kosztuje od kilku do kilkunastu złotych. Wszystko wskazuje na to, że liczba dostępnych bezpłatnie programów w naziemnej telewizji cyfrowej będzie kilkakrotnie wyższa niż w pakietach socjalnych i porównywalna z pakietami podstawowymi sieci kablowych. Nie ma wątpliwości, że grono amatorów płatnej telewizji się zmniejszy.
Można spekulować, ile małych sieci kablowych padnie i czy TP SA wygra z UPC. Na pewno rewolucyjne zmiany na rynku telewizyjnym przyniosą korzyści widzom, którzy dostaną lepszy produkt za tę samą cenę (kablówki, Telekomunikacja Polska) albo bardziej urozmaiconą bezpłatną ofertę.
Oby tylko inwestorzy nie popełnili tych samych błędów co kilka lat temu, kiedy na fali hossy internetowej na rynku płatnej telewizji panował hurraoptymizm. UPC i Vivendi kupowali wtedy abonentów, nie patrząc na koszty. Kiedy bańka pękła i kurz opadł, zostali z długami. Dziś, jak zapewnia Marek Sowa, inwestycje są dobrze skalkulowane. Jeśli się powiodą, on i inni menedżerowie z branży medialnej będą mogli śmiało pojechać znowu do Cannes. Tym razem na wakacje.
Ceny spadną
Prognoza cenowa BusinessWeeka
Dane w zł, *umowa na 12 miesięcy. Źródło: BusinessWeek
Odliczanie
Piętnaście lat temu, kiedy w Polsce masowo zaczęły powstawać sieci kablowe, operatorem mógł zostać każdy. Wystarczyło się porozumieć ze spółdzielnią mieszkaniową, zainwestować trochę pieniędzy w okablowanie, a potem skierować pobierany bezprawnie sygnał kilkunastu kanałów telewizyjnych z anten satelitarnych do sieci i zacząć inkasować abonament. Interes się kręcił, bo spółdzielnie mieszkaniowe podpisywały z operatorami takie kontrakty, które uniemożliwiały mieszkańcom dostęp do alternatywnej sieci kablowej, a nawet do bezpłatnej anteny zbiorczej. Praktycznie na wszystkich polskich osiedlach mieszkaniowych działają sieci kablowe i praktycznie każde osiedle jest miejscem działania monopolu jednego operatora.
W miastach, w których interesy prowadzi kilka firm operatorskich, istnieje wyraźny podział stref wpływów, tak by firmy nie musiały z sobą konkurować. Sytuacja, do której przez piętnaście lat przyzwyczaili się operatorzy, także ci najwięksi, zmieni się jednak radykalnie.
Kilka miesięcy po konferencji w Cannes France Telecom uruchomiło sieć kablową pod nazwą TV Maligne. Firma za pośrednictwem jednego łącza sprzedaje szerokopasmowy internet, usługę telefoniczną i cyfrową telewizję kablową wraz z dodatkami w rodzaju video on demand, a dodatkowo, jako właściciel sieci Orange, usługi telefonii komórkowej. Klient płaci za wszystko w ramach jednego rachunku.
W Polsce wkrótce będzie tak samo, choć przekształcanie Telekomunikacji Polskiej w kablówkę idzie jak po grudzie. Testy nowej usługi miały ruszyć jeszcze na początku 2005 roku. Tyle że TP SA musiałaby praktycznie wymienić wszystkie swoje łącza, bo używane obecnie są niewydolne. Przyjmuje się, że do zaawansowanej technologicznie transmisji telewizji wysokiej rozdzielczości potrzebna jest przepustowość na poziomie
20 Mb/s, a do transmisji zwykłej telewizji w formacie cyfrowym wystarcza 10 Mb/s. Najszybsze łącza Neostrady TP, dostępne w niektórych rejonach kraju, to 6 Mb/s. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że TP SA znalazła dostawcę innowacyjnego sprzętu do kompresji sygnału telewizyjnego, który umożliwi uruchomienie nowej usługi na mniej wydajnych łączach, co pozwoli na ograniczenie nakładów inwestycyjnych.
Na rynku kablowym już nikt nie ma wątpliwości, że start sieci telewizyjnej TP SA to jedynie kwestia czasu. Operatorzy kablowi wiedzą to najlepiej, bo jak twierdzą, gigant rozpoczął już kaperowanie pracowników, którzy mają przygotować ofertę programową nowej sieci. To potrwa, bo TP SA nie ma żadnego doświadczenia w kontaktach z producentami kanałów tematycznych. Firma na razie milczy, ale rynek spodziewa się, że z nową usługą
TP SA wystartuje już w przyszłym roku.
Do lamusa
A to oznacza, że osiedlowe monopole sieci kablowych runą jak domki z kart. Tradycyjne sieci telewizji kablowej stracą rację bytu na rzecz firm oferujących klientom pakiety usług - telefonię stacjonarną, telewizję cyfrową i szerokopasmowy internet. Część dużych sieci kablowych już takie usługi sprzedaje i one będą z Telekomunikacją Polską konkurować.
Polski rynek kablowy jest jednak niebywale rozdrobniony. Działa na nim 500 operatorów (w Wielkiej Brytanii dwóch). Wszystkie małe sieci kablowe, prowadzone przez spółdzielnie mieszkaniowe czy drobnych przedsiębiorców, albo zbankrutują pokonane w starciu z gigantami, albo - jak twierdzi Andrzej Zarębski, ekspert zajmujący się rynkiem mediów - zostaną przejęte przez największych graczy. Chętnych na akwizycję z pewnością nie zabraknie, bo jest to jedyny sposób na rozbudowanie bazy abonentów. Nowych gniazdek nie ma gdzie zakładać, bo praktycznie wszyscy mieszkańcy bloków w Polsce mają dostęp do sieci kablowej, a budowanie infrastruktury na wsi się nie opłaca.
Piotr Ćwikliński, wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej Lokatorsko-Własnościowej w Legionowie pod Warszawą, która założyła liczącą 6 tys. abonentów sieć kablową, nie obawia się jednak konkurencji. - Nasza sieć jest stale modernizowana. Niedawno wprowadziliśmy internet. Obserwujemy to, co dzieje się na rynku, ale konkurencji się nie boimy - mówi. UPC, które także działa w Legionowie, kilkakrotnie składało ofertę przejęcia abonentów, ale spółdzielcy pozostają nieugięci. Zamierzają konkurować z gigantami cenami, które w ich sieci są o 30-40 proc. niższe niż w UPC.
Niskimi cenami chce powalczyć także Bogusław Szymaniak, właściciel i prezes liczącej 3 tys. abonentów sieci kablowej w Koninie, ale jest świadomy zagrożenia. - Zdajemy sobie sprawę, że małe sieci kablowe będą miały problemy, ale czekamy na rozwój sytuacji - mówi prezes. Nie wyklucza, że jeśli dostanie ofertę zakupu, sprzeda firmę.
Kabel wart miliardy
Wszystko wskazuje na to, że kolejna fala konsolidacji rynku kablowego zacznie się od mocnego uderzenia. Lider UPC Polska sposobi się do przejęcia czwartego gracza, firmy Aster. Na wszystkich rynkach w Europie (UPC jest największą tego typu firmą), spółka uruchamia interaktywne usługi multimedialne, cyfrową telewizję i telefonię, kontroluje rynek liczący 2-3 mln abonentów.
Marek Sowa nie ukrywa, że inwestycje w nowe usługi mają sens ekonomiczny tylko przy takim poziomie udziału w rynku. TP SA po uruchomieniu swojej telewizji na dzień dobry uzyska dostęp do około 10 mln abonentów. UPC nawet po przejęciu Aster będzie miało mniej niż półtora miliona. W sensie układu sił na rynku ta druga co do wielkości transakcja w historii polskiego rynku mediów nie będzie miała wielkiego znaczenia. Aby skutecznie konkurować z TP SA, UPC musi więc kupować dalej. Co więcej, po zakupie każdą sieć trzeba doinwestować.
Aster uchodziło za najnowocześniejszą sieć w Polsce, bo ma w ofercie telewizję cyfrową. Tyle że tylko w niektórych rejonach Warszawy. Znaczna część abonentów tej firmy nie jest nawet podłączona do internetu.
UPC, które kreuje się na konsolidatora rynku, musi się więc przygotować na inwestycje sięgające miliardów złotych. Może sobie na to pozwolić, bo stoi za nim amerykański potentat kablowy Liberty Media i jego właściciel miliarder John Malone. Niedawno UPC kupiło sieć liczącą 700 tys. klientów w Rumunii i dwa miliony gniazdek największej sieci kablowej w Szwajcarii, co kosztowało 2 mld euro. Zresztą inwestycje tej firmy należy traktować w szerszym kontekście jako budowanie europejskiego potentata telekomunikacyjnego. W Europie UPC ma 13 mln abonentów.
Innych polskich sieci kablowych, nawet bogatych TV Vectra i Multimedia Polska, na tak spektakularne przejęcia raczej nie będzie stać. Co więcej, z uwagi na koszt inwestycji sieci kablowe stają się powoli nieatrakcyjne dla funduszy venture capital, które kupowały polskie sieci kablowe kilka lat temu i teraz mogą szukać możliwości wyjścia. Tak może się stać z trzecią co do wielkości siecią Multimedia, która w całości należy do holenderskiego funduszu UNP Holdings.
Przejąć Cyfrę+
UPC ma do rozegrania jeszcze jedną partię, której stawką jest pozyskanie około 700 tys. bardzo dobrych klientów. Chodzi o abonentów satelitarnej platformy Cyfra+, którzy z biznesowego punktu widzenia są o tyle atrakcyjni, że stać ich na płacenie abonamentu średnio dwukrotnie wyższego niż w telewizjach kablowych.
Cyfra+ powstała z połączenia starej Cyfry+ należącej do Vivendi i platformy Wizja TV kontrolowanej przez UPC. Dzisiaj Francuzi mają 75 proc. Cyfry+. Reszta należy do UPC, które od dłuższego czasu wysyła do Vivendi sygnały, że zamierza rozegrać dogrywkę i przejąć cały interes. Decyzje o losie platformy zapadną jednak gdzie indziej.
Najważniejszym aktywem Vivendi w Polsce są akcje Elektrimu Telekomunikacja, który ma 48 proc. akcji Polskiej Telefonii Cyfrowej, choć powszechnie uważa się, że jedynym celem Francuzów jest obecnie sprzedanie akcji operatora Ery. Jeśli do tego dojdzie, Vivendi z łatwością pozbędzie się też platformy, w której do tej pory utopiło 400 mln USD. Cyfra+ osiąga co prawda w ostatnim czasie zysk netto, ale jest poważnie zadłużona. W dodatku będzie jeszcze bardziej narażona na konkurencję ze strony TP SA niż sieci kablowe, bo abonament na platformę jest drogi, a operator satelitarny nie może samodzielnie zaoferować usług telefonicznych czy szerokopasmowego internetu. W grupie UPC byłoby to możliwe.
Już teraz z myślą o przyszłej konkurencji obydwie satelitarne platformy (oprócz Cyfry+ także Polsat Cyfrowy) wprowadziły tanie pakiety w cenie 25-30 zł. Nie bez znaczenia jest to, że Marek Sowa zasiada w radach nadzorczych spółek Canal+ Cyfrowy, właściciela Cyfry+ a także Polskiej Telefonii Cyfrowej. UPC ma w ten sposób bezpośredni dostęp do najważniejszych informacji z obydwu spółek.
Dla TP SA uruchomienie oferty telewizyjnej jest jedynym rozwiązaniem problemu odpływu abonentów indywidualnych, którzy masowo rezygnują z drogich telefonów stacjonarnych na rzecz komórek (w ubiegłym roku przychody TP SA z rozmów przez telefony stacjonarne spadły o prawie 10 proc.). Poza tym rośnie konkurencja ze strony tanich operatorów telekomunikacyjnych, jak Tele2, i komunikatorów internetowych typu Skype i Gadu Gadu. W potrójnej usłudze telefon ma być praktycznie bezpłatnym dodatkiem do telewizji i internetu, co ma spadkowy trend zatrzymać, a przynajmniej spowolnić. Tak dzieje się zresztą na całym świecie. W samym Amsterdamie działa sześć telekomów oferujących TVonIP.
Upowszechnienie potrójnej usługi zmieni układ sił na rynku telekomunikacyjnym. Do tej pory kablówki praktycznie z sobą nie konkurowały. TP SA także nie miała realnej konkurencji. Teraz wszyscy będą konkurować ze wszystkimi, a podział na rynek telewizyjny i telekomunikacyjny zaniknie. I jakby tego było mało, kolejną szykanę w tym wyścigu ustawia zupełnie nowy gracz.
Ubogi, ale groźny krewny
Zgodnie z dyrektywą Komisji Europejskiej w 2014 roku mają zamilknąć w Europie tradycyjne nadajniki telewizyjne. Do tego czasu mają je zastąpić nadajniki cyfrowe. Dzięki tej zmianie widzowie zamiast kilku programów, jak obecnie, będą mogli oglądać za pośrednictwem zwykłej anteny kilkanaście, a docelowo kilkadziesiąt programów w jakości cyfrowej. Ustalenie, ile ich będzie, na razie jest niemożliwe, bo urzędnicy Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty oraz Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji nie mogą się zdecydować, jaki format kompresji sygnału wybrać, jaki system nadajników zbudować i kto ma za to zapłacić. Bałagan, przepychanki, które trwają między Telewizją Polską a założoną przez TVN i Polsat spółką Polski Operator Telewizyjny, opóźniają start nowej telewizji.
Jednak zgodnie z ubiegłotygodniową decyzją KRRiT w marcu ruszy przetarg na operatorów pierwszych multipleksów (ośrodków nadawczych telewizji cyfrowej), co każe wierzyć, że start w wydaniu komercyjnym jest kwestią miesięcy. Warunkiem sukcesu jest namówienie milionów Polaków do wydania 300 zł na dekoder, bez którego oglądanie cyfrowej TV jest niemożliwe. Aby przekonać widza do inwestycji, operatorzy multipleksów będą musieli zaoferować znacznie lepszy produkt niż telewizja naziemna. W ofercie multipleksów znajdą się zapewne wszystkie programy telewizji ogólnopolskich i ponadregionalnych - od TVP 1 do TV 4, które są zdecydowanie najchętniej oglądanymi kanałami - oraz te, których do tej pory ze względu na brak wolnych częstotliwości nie można było w eterze znaleźć. W grę wchodzą kanały tematyczne - filmowe, sportowe i popularnonaukowe.
Jednak oferta multipleksów będzie na pewno znacznie uboższa od propozycji kablówek, bo 20 czy 30 kanałów nie sposób porównać z 200 programami, telewizją wysokiej rozdzielczości z superwysoką jakością dźwięku i wyświetlaniem filmu na żądanie, nawet w dzień premiery kinowej, a takich zachęt można się spodziewać ze strony największych sieci kablowych i TP SA.
Naziemna telewizja cyfrowa będzie miała nad nimi olbrzymią przewagę pod jednym względem - będzie ogólnodostępna i darmowa. Już teraz od 30 do 50 proc. abonentów sieci kablowych opłaca tylko minimalny pakiet programów, tak zwany pakiet socjalny, który w zależności od sieci kosztuje od kilku do kilkunastu złotych. Wszystko wskazuje na to, że liczba dostępnych bezpłatnie programów w naziemnej telewizji cyfrowej będzie kilkakrotnie wyższa niż w pakietach socjalnych i porównywalna z pakietami podstawowymi sieci kablowych. Nie ma wątpliwości, że grono amatorów płatnej telewizji się zmniejszy.
Można spekulować, ile małych sieci kablowych padnie i czy TP SA wygra z UPC. Na pewno rewolucyjne zmiany na rynku telewizyjnym przyniosą korzyści widzom, którzy dostaną lepszy produkt za tę samą cenę (kablówki, Telekomunikacja Polska) albo bardziej urozmaiconą bezpłatną ofertę.
Oby tylko inwestorzy nie popełnili tych samych błędów co kilka lat temu, kiedy na fali hossy internetowej na rynku płatnej telewizji panował hurraoptymizm. UPC i Vivendi kupowali wtedy abonentów, nie patrząc na koszty. Kiedy bańka pękła i kurz opadł, zostali z długami. Dziś, jak zapewnia Marek Sowa, inwestycje są dobrze skalkulowane. Jeśli się powiodą, on i inni menedżerowie z branży medialnej będą mogli śmiało pojechać znowu do Cannes. Tym razem na wakacje.
Ceny spadną
Prognoza cenowa BusinessWeeka
| 2005 r. | 2007 r. | |
| abonament telewizji kablowej | 30-50 | 20-40 |
| internet (Neostrada 256) | 78* | 40 |
| potrójna usługa | 150-200 | 120 |