Gazrurką po Ukrainie

Gazrurką po Ukrainie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Surowce strategiczne to groźna broń. Szczególnie w rękach kraju aspirującego do rangi mocarstwa. Rosja, która utraciła ten status w chwili upadku ZSRR, zrobi wszystko aby go odzyskać. Kraje Europy Wschodniej, w tym Polska, uzależnione od dostaw surowców strategicznych z jednego, wschodniego kierunku, zapłacą za swą lekkomyślność wysoką cenę.
O tym, że przerwanie dostaw nie jest fikcją pokazał zeszłoroczny przypadek Białorusi. Gazprom chciał na polecenie Kremla dać prztyczka w nos dyktatorowi Aleksandrowi Łukaszence, a przy okazji naraził na straty polskie firmy chemiczne korzystające z rosyjskiego gazu. Poniosły one wielomilionowe straty, których na razie nikt nie zrekompensował. Cena bezpieczeństwa dostaw gazu, która zawarta jest w kontraktach pomiędzy Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem, a Gazpromem pozostaje nieznana. Nie wiadomo również kto zapłaci za straty, które zakłady poniosły po obecnym ograniczeniu dostaw.

W tej niewesołej sytuacji pozytywnym znakiem jest ogłoszenie przez ministra gospodarki Piotra Woźniaka faktu wznowienia negocjacji z norweskim producentem gazu. Jeżeli podobną dywersyfikację przeprowadzi się również w przypadku ropy naftowej, to groźba dyktatu rosyjskiego zostanie zażegnana. Na razie jednak Polska musi się przygotować na to, że działania podjęte wobec Ukrainy mogą zostać powtórzone również w naszym przypadku. Być może akcja Gazpromu była ostrzeżeniem Kremla wobec nowych władz Polski, aby nie "podskakiwały" (czytaj: nie prowadziły zbyt ambitnej polityki zagranicznej). Zaniedbania ostatniej dekady w przedmiocie dywersyfikacji dostaw surowców można wciąż naprawić

Jan Piński