Ppłk Sz., który był zastępcą szefa Biura Ataszatów Wojskowych WSI, odpowiedzialnym za polskich attaches obrony za granicą, miał przekazywać naszemu dzisiejszemu głównemu sojusznikowi informacje m.in. o sytuacji w Sztabie Generalnym, nastrojach wśród kadry oficerskiej, jej poglądach politycznych i stosunku do kulejącej wówczas jeszcze cywilnej kontroli nad armią. W ciągu dekady, jaka upłynęła od tamtych wydarzeń, Polska i jej siły zbrojne uległy istotnym przeobrażeniom.
W 2003 r. ppłk Sz. wrócił do Polski po otrzymaniu żelaznego listu od sądu i zasiadł na ławie oskarżonych pod zarzutem szpiegostwa. W marcu ub. r. zapadł wyrok w pierwszej instancji: były oficer wywiadu wojskowego został uznany winnym zbrodni szpiegostwa i skazany na karę 5 lat pozbawienia wolności wraz degradacją do stopnia szeregowca. Po apelacji obrony Sąd Najwyższy uchylił to orzeczenie uznając, że Sz. jest niewinny zarzucanych mu czynów. "Materiał dowodowy w sprawie nie daje podstaw, by przyjąć, że informacje, które oskarżony mógł przekazywać funkcjonariuszom obcego wywiadu, mogły wyrządzić szkodę RP" - uzasadnił wyrok sędzia płk Janusz Kogut dodając, że nie wiadomo nawet, jakie informacje Sz. przekazywał CIA. Po dzisiejszym orzeczeniu, kiedy Sąd Najwyższy uchylił swój wcześniejszy wyrok uniewinniający Sz. sprawa wróci do pierwszej instancji.
Nawet jeżeli sąd po raz kolejny stwierdzi, że ppłk Sz. jest niewinny, ponieważ informacje, jakie przekazywał CIA nie szkodziły interesom Polski, to nadal otwarta i nieosądzona pozostanie kwestia odpowiedzialności polityków, którzy uzurpując sobie uprawnienia sądu, samowolnie naruszając konstytucyjny trójpodział władzy, zadecydowali o niepowiadomieniu prokuratury o podejrzeniu szpiegostwa i wypuszczeniu zatrzymanego oficera WSI za granicę.
Jeżeli ta sprawa nie zostanie nigdy wyjaśniona przez odpowiednie organy państwowe, pozostanie niebezpieczny i demoralizujący precedens świadczący o tym, że władza może arbitralnie traktować prawo uchylając je stosownie do swych bieżących potrzeb.
Jarosław Jakimczyk