Aktywiści domagają się „rzetelnego śledztwa” po śmierci 38-letniej Kurdyjki. „Zmarła kolejna ofiara polityki wywózek”

Dodano:
Pogrzeb dziecka Kurdyjki w Bohonikach Źródło: Newspix.pl
Po śmierci Aveen Ifran, 38-letniej Kurdyjki odnalezionej w lesie niedaleko Narewki, aktywiści domagają się rzetelnego śledztwa. Ich zdaniem, jeżeli Kurdyjka była wcześniej wywożona przez polskie służby na Białoruś, „odpowiedzialność karną powinni ponieść konkretni funkcjonariusze”. Postępowanie w tej sprawie prowadzi już Prokuratura Rejonowa w Hajnówce.

38-letnia Aveen Ifran zmarła wieczorem w piątek, 3 grudnia, w szpitalu w Hajnówce. Kobieta osierociła piątkę dzieci. Gdy 12 listopada została odnaleziona z rodziną w lesie niedaleko Narewki, była w ciąży. Fundacja Ocalenie opisuje, że gdy dotarli do niej Medycy na Granicy, była nieprzytomna i w stanie hipotermii, a pomiar temperatury ciała wskazał jedynie 28,8 stopni Celsjusza. W stanie krytycznym została przetransportowana do szpitala. Dwa dni później, 14 listopada, poroniła w 24. tygodniu ciąży.

W czwartek, 25 listopada, Fundacja Dialog, pod której opiekę trafił Murad, mąż Aveen i ojciec ich piątki dzieci, informowała o stanie zdrowia Kurdyjki. „Kobieta jest nieprzytomna, dializowana. Taki stan spowodowała prawdopodobnie hipotermia i towarzysząca temu kwasica. Kiedy Kurdyjka trafiła w ręce lekarzy, temperatura jej ciała wynosiła ledwie ponad 27 stopni” – podała fundacja. „Lekarze nie dają większej nadziei, chociaż nadal walczą o jej życie”- czytamy we wpisie.

Fundacja Dialog relacjonowała, że Aveen z rodziną spędziła w lesie siedem dni – trzy po białoruskiej stronie, cztery po polskiej. I właśnie po polskiej stronie stan ciężarnej Kurdyjki zaczął się pogarszać. – Dzieci siedziały bardzo cicho i spokojnie koło matki, która po prostu wyła. Ich ojciec załamywał ręce i błagał o pomoc. Ona tak cierpiała już od dwóch dni, leżąc, wymiotując wodą, nie przyjmując żadnych pokarmów – wspominał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Piotr Matecki, jeden z wolontariuszy.

Aktywiści żądają rzetelnego śledztwa. „Odpowiedzialność powinni ponieść funkcjonariusze”

Po śmierci 38-letniej Aveen aktywiści domagają się rzetelnego śledztwa. „Zmarła kolejna ofiara nieludzkiej polityki wywózek realizowanej przez polskie władze. Od początku kryzysu humanitarnego informujemy, że skala śmierci w polskich lasach jest znacznie większa niż to, o czym oficjalnie poinformowały dotąd polskie służby” – czytamy we wpisie Grupy Granica. „Dotychczasowy proceder łapanek i wywózek migrantów i migrantek w stronę Białorusi jest niezgodny z przepisami prawa polskiego i międzynarodowego, a przede wszystkim stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Ze względu na wywózki wielu migrantów boi się ujawnić Straży Granicznej, by prosić o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce” – dodają aktywiści.

Podkreślają, że wywózek doświadczały nawet osoby, które wyraźnie prosiły o ochronę w Polsce. „Jak pokazuje historia Aveen, praktyka ta prowadzi również do nieidentyfikowania osób, które mogą z innych powodów wymagać szczególnej ochrony państwa, w tym kobiet w ciąży, osób w złym stanie zdrowia, ofiar handlu ludźmi czy dzieci bez opieki” – zaznaczają. „Śmierć Aveen Ifran, która osierociła pięcioro dzieci, wymaga szerszego komentarza, stanowi bowiem efekt upowszechnienia systemowej przemocy, nierespektowania procedur i łamania międzynarodowego prawa do ubiegania się o ochronę międzynarodową” – czytamy.

„Domagamy się przeprowadzenia rzetelnego śledztwa w sprawie śmierci Aveen i pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które się do niej przyczyniły. Konieczne jest zbadanie możliwego związku jej śmierci z polityką wywózek stosowaną przez polskie władze” – apelują aktywiści. „W przypadku ustalenia, że kobieta wraz z rodziną wywożona była wcześniej na Białoruś, odpowiedzialność karną powinni ponieść konkretni funkcjonariusze, którzy dokonali takiej wywózki. Nieudzielenie pomocy medycznej kobiecie podróżującej z piątką dzieci i wywiezienie jej do lasu w warunkach, gdy temperatury spadają poniżej zera, stanowi do tego wystarczającą przesłankę” – podkreślają.

Prokuratura wszczyna śledztwo. „Nieumyślne spowodowanie śmierci”

Śledztwo prowadzi Prokuratura Rejonowa w Hajnówce. Szef tej prokuratury informował, że śledztwo dotyczy „nieumyślnego spowodowania śmierci”. – Przepis ten umożliwia nam wszczęcie śledztwa w sprawie pani migrantki i wyjaśnienie okoliczności jej zgonu – przekazał w niedzielę Jan Andrejczuk. Z kolei w poniedziałek zaznaczył w rozmowie z PAP, że kolejne czynności zależeć będą od wyniku sekcji zwłok. – Zależy nam na tym, by wynik sekcji był jak najszybciej. Wtedy będziemy wiedzieli, na czym stoimy i co mamy w sprawie robić – przekazał.

Wcześniej, 23 listopada, nienarodzone dziecko Kurdyjki zostało pochowane w Bohonikach. Działa tam meczet, jeden z nielicznych w Polsce muzułmańskich cmentarzy i lokalna Muzułmańska Gmina Wyznaniowa. Należą do niej Tatarzy, czyli polscy muzułmanie, których w Bohonikach mieszka kilkudziesięciu. Pochowano tam również innych migrantów, którzy zmarli na polsko-białoruskiej granicy. Jak udało nam się potwierdzić, polskie prokuratury do 17 listopada prowadziły łącznie 7 postępowań w sprawie śmierci obcokrajowców przy granicy. To jednak najprawdopodobniej nie wszystkie przypadki zgonów, bo nie we wszystkich takich sprawach prokuratura musiała wszcząć śledztwo.

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...

Proszę czekać ...