Prawie 20 miast pobiega z mapą. Kilka pobiega na długich dystansach, kilka - na krótkich i bardzo krótkich. I kilka na ekstremalnie długich. Skoro mamy maj, to wiosenna część sezonu właśnie osiągnęła apogeum. Czeka nas nie jedna, nie dwie, ale po kilkanaście imprez każdego dnia weekendu - to zaczyna być standard. W Warszawie, która uprzywilejowana jest wyjątkowo, trudno wybrać jedną imprezę - na upartego można wziąć udział i w trzech różnych biegach, a i tak żałować tych, na których się nie było.
W związku z mnogością imprez przedstawiam mały przegląd tego, co nas czeka w weekend. A właściwie Was, bo ja na razie trzymam się postanowienia, że w maju się nie ścigam. Oczywiście, od tej zasady będą wyjątki, ale staram się ograniczyć ich liczbę. O wyjątkach, dla których warto – napiszę. Będzie też przede wszystkim o Warszawie, bo wiadomo, że najbliższa koszula ciału… Na niektóre biegi jeszcze można się zapisać ;-). Aha - przegląd jest absolutnie subiektywny.
Na początek – królewski dystans czyli maraton. W niedzielę za miedzą – czyli w czeskiej Pradze, ale liczna grupa Polaków zazwyczaj tam startuje. I podobno warto. Powodzenia! Maraton szykuje się też na naszych śmieciach, czyli w Katowicach. A właściwie – na Śląsku, bo to jeden z nielicznych maratonów w Polsce, którego trasa wiedzie przez trzy miasta. Piąta edycja Silesia Marathon startuje w Katowicach, sprzed Spodkiem, a metę ma – w Chorzowie w Parku Śląskim. To dokładnie odwrotnie niż w pierwszej edycji, w 2009 roku. Pamiętam każdą kroplę potu wylaną na tej trasie. Każdy fałd. I to niebotycznie zdziwienie – to Katowice są w górach? To na pewno jedna z trudniejszych tras jeśli chodzi o polskie maratony (uliczne), chociaż po odwróceniu kierunku może być nieco mniej dokuczliwa dla biegaczy. To też trasa bardzo malownicza, a Nikiszowiec pamiętam jak widok z innego świata. Pięknie tam było i fantastyczni byli kibice, którzy częstowali nas wodą, bo słońce grzało z całą energią wiosny a temperatura mocno przekraczała 20 stopni.
To w niedzielę. Ale już w piątek – maraton w Ojcowskim Parku Narodowym. Maraton trailowy. II Koniczynka Trail Marathon. Mam ochotę kiedyś spróbować. Jeszcze nie tym razem. I jeszcze ciekawostka dla maratończyków turystów i wielbicieli „ściany wschodniej” – w sobotę maraton II Roztoczański Międzynarodowy Maraton Jaworów (Ukraina) - Lubaczów (Polska).
Dla fanów ekstremy – w sobotę w Opolu setka. Z HAK-iem. I setka też – w Gliwicach.
W sobotę także wysyp dyszek. Z tych największych - XI Międzynarodowy Bieg Skawiński i Bieg Europejski Gdyni. W Warszawie – Bieg Pamięci, dwa dystanse: 5 i 10 km. Bieg Pamięci jest organizowany przez ekipę Grand Prix Warszawy, więc będzie wszystko na ostatni guzik… Trochę mi szkoda, ale i tak bym się nie pościgała… Dyszki też widzę w Łodzi i gdzieś pod Bydgoszczą. A w niedzielę na 10 km biega Biała Podlaska (Biała biega) i… Swarzędz (II 10-tka Chevrolet Szpot). Oraz Warszawa – dla odmiany w Biegu Wisły.
Biegi na 5 km. Coraz ich więcej, głównie za sprawą parkrunów. Parkrun to cykliczne i darmowe biegi na dystansie 5 km z pomiarem czasu organizowane w każdą sobotę o 9.00 rano. Są otwarte dla każdego bez względu na stopień zaawansowania czy też wiek. Biegi parkrun organizowane są co tydzień w łatwo dostępnych i atrakcyjnych miejscach. Udział w biegach jest bezpłatny, a jedynym warunkiem jest dokonanie jednorazowej rejestracji w systemie parkun, która pozwala na udział w kolejnych biegach i w dowolnych lokalizacjach bez konieczności dokonania ponownego zgłoszenia. W tym tygodniu parkują i biegają Poznań, Łódź, Gdańsk, Gdynia i Warszawa. Debiutuje Parkrun w Parku Skaryszewskim - też się nieźle zapowiada. Ale jak sobie przypomnę mękę na Pucharze Maratonu, to mi się odechciewa ;-).
A propos Pucharu Maratonu - Fundacja Maraton Warszawki robi w sobotę zupełnie odjazdową i unikalna imprezę. Zasady szatfety par są proste. W drużynie startują dwie osoby - kobieta i mężczyzna. Po strzale startera na trasę, wyznaczoną przy Stadionie Narodowym, wyrusza pierwsza osoba z zespołu. Po każdym okrążeniu następuje zmiana w drużynie. Wygrywa para, która w ciągu godziny pokona największą liczbę pełnych okrążeń. Gdyby nie to, że małżonek sędziuje tajemniczy bieg w Falenicy, to może i byśmy się jednak skusili. W ramach wyjątku…
Albo może na szybką szósteczkę w niedzielę w Cegłowie pod Mińskiem (Mazowieckim).
Przeglądam kalendarze i widzę, że umknęły mi gdzieś kompletnie półmaratony. A też mamy dwa – w sobotę w Inowrocławiu V Bieg Piastowski. W niedzielę w Ostrołęce – Półmaraton Kurpiowski. W tym drugim kiedyś zdarzyło mi się startować, ale nie było to najlepsze doświadczenie. Rozdzielenie startu honorowego od ostrego jest zawsze ryzykowne, do tego spacerek miedzy jednym a drugim, poza tym dziki upał i jakoś niewiele picia na trasie. A do tego pętla. A właściwie cztery pętle, bo tyle razy, nie licząc dobiegu, pokonywaliśmy tę jedną pętlę… W pełnym słońcu. Ale jak nie przysmaży, to na płaskiej trasie mogą być dobre wyniki.
To jeszcze będzie o wyjątku. Wyjątek zrobię chyba we wtorek, 14 maja. Bo wtedy właśnie startuje jeden z moich ulubionych cykli zawodów – Warsaw Track Cup. O Warsaw Track Cup już kiedyś pisałam – to taki creme de la creme biegania, zawody na bieżni dla amatorów. Trzeba będzie znowu zmienić kolce z długich zimowych na krótkie tartanowe. I trzeba będzie pobiec szybko. Bardzo szybko. Z emocjami, z wiatrem we włosach, w zachodzącym słońcu. Na początek – pewnie kilometr. Tyle powinnam dać radę i z pyłkami. A może Agrykolę już skoszą?
Na początek – królewski dystans czyli maraton. W niedzielę za miedzą – czyli w czeskiej Pradze, ale liczna grupa Polaków zazwyczaj tam startuje. I podobno warto. Powodzenia! Maraton szykuje się też na naszych śmieciach, czyli w Katowicach. A właściwie – na Śląsku, bo to jeden z nielicznych maratonów w Polsce, którego trasa wiedzie przez trzy miasta. Piąta edycja Silesia Marathon startuje w Katowicach, sprzed Spodkiem, a metę ma – w Chorzowie w Parku Śląskim. To dokładnie odwrotnie niż w pierwszej edycji, w 2009 roku. Pamiętam każdą kroplę potu wylaną na tej trasie. Każdy fałd. I to niebotycznie zdziwienie – to Katowice są w górach? To na pewno jedna z trudniejszych tras jeśli chodzi o polskie maratony (uliczne), chociaż po odwróceniu kierunku może być nieco mniej dokuczliwa dla biegaczy. To też trasa bardzo malownicza, a Nikiszowiec pamiętam jak widok z innego świata. Pięknie tam było i fantastyczni byli kibice, którzy częstowali nas wodą, bo słońce grzało z całą energią wiosny a temperatura mocno przekraczała 20 stopni.
To w niedzielę. Ale już w piątek – maraton w Ojcowskim Parku Narodowym. Maraton trailowy. II Koniczynka Trail Marathon. Mam ochotę kiedyś spróbować. Jeszcze nie tym razem. I jeszcze ciekawostka dla maratończyków turystów i wielbicieli „ściany wschodniej” – w sobotę maraton II Roztoczański Międzynarodowy Maraton Jaworów (Ukraina) - Lubaczów (Polska).
Dla fanów ekstremy – w sobotę w Opolu setka. Z HAK-iem. I setka też – w Gliwicach.
W sobotę także wysyp dyszek. Z tych największych - XI Międzynarodowy Bieg Skawiński i Bieg Europejski Gdyni. W Warszawie – Bieg Pamięci, dwa dystanse: 5 i 10 km. Bieg Pamięci jest organizowany przez ekipę Grand Prix Warszawy, więc będzie wszystko na ostatni guzik… Trochę mi szkoda, ale i tak bym się nie pościgała… Dyszki też widzę w Łodzi i gdzieś pod Bydgoszczą. A w niedzielę na 10 km biega Biała Podlaska (Biała biega) i… Swarzędz (II 10-tka Chevrolet Szpot). Oraz Warszawa – dla odmiany w Biegu Wisły.
Biegi na 5 km. Coraz ich więcej, głównie za sprawą parkrunów. Parkrun to cykliczne i darmowe biegi na dystansie 5 km z pomiarem czasu organizowane w każdą sobotę o 9.00 rano. Są otwarte dla każdego bez względu na stopień zaawansowania czy też wiek. Biegi parkrun organizowane są co tydzień w łatwo dostępnych i atrakcyjnych miejscach. Udział w biegach jest bezpłatny, a jedynym warunkiem jest dokonanie jednorazowej rejestracji w systemie parkun, która pozwala na udział w kolejnych biegach i w dowolnych lokalizacjach bez konieczności dokonania ponownego zgłoszenia. W tym tygodniu parkują i biegają Poznań, Łódź, Gdańsk, Gdynia i Warszawa. Debiutuje Parkrun w Parku Skaryszewskim - też się nieźle zapowiada. Ale jak sobie przypomnę mękę na Pucharze Maratonu, to mi się odechciewa ;-).
A propos Pucharu Maratonu - Fundacja Maraton Warszawki robi w sobotę zupełnie odjazdową i unikalna imprezę. Zasady szatfety par są proste. W drużynie startują dwie osoby - kobieta i mężczyzna. Po strzale startera na trasę, wyznaczoną przy Stadionie Narodowym, wyrusza pierwsza osoba z zespołu. Po każdym okrążeniu następuje zmiana w drużynie. Wygrywa para, która w ciągu godziny pokona największą liczbę pełnych okrążeń. Gdyby nie to, że małżonek sędziuje tajemniczy bieg w Falenicy, to może i byśmy się jednak skusili. W ramach wyjątku…
Albo może na szybką szósteczkę w niedzielę w Cegłowie pod Mińskiem (Mazowieckim).
Przeglądam kalendarze i widzę, że umknęły mi gdzieś kompletnie półmaratony. A też mamy dwa – w sobotę w Inowrocławiu V Bieg Piastowski. W niedzielę w Ostrołęce – Półmaraton Kurpiowski. W tym drugim kiedyś zdarzyło mi się startować, ale nie było to najlepsze doświadczenie. Rozdzielenie startu honorowego od ostrego jest zawsze ryzykowne, do tego spacerek miedzy jednym a drugim, poza tym dziki upał i jakoś niewiele picia na trasie. A do tego pętla. A właściwie cztery pętle, bo tyle razy, nie licząc dobiegu, pokonywaliśmy tę jedną pętlę… W pełnym słońcu. Ale jak nie przysmaży, to na płaskiej trasie mogą być dobre wyniki.
To jeszcze będzie o wyjątku. Wyjątek zrobię chyba we wtorek, 14 maja. Bo wtedy właśnie startuje jeden z moich ulubionych cykli zawodów – Warsaw Track Cup. O Warsaw Track Cup już kiedyś pisałam – to taki creme de la creme biegania, zawody na bieżni dla amatorów. Trzeba będzie znowu zmienić kolce z długich zimowych na krótkie tartanowe. I trzeba będzie pobiec szybko. Bardzo szybko. Z emocjami, z wiatrem we włosach, w zachodzącym słońcu. Na początek – pewnie kilometr. Tyle powinnam dać radę i z pyłkami. A może Agrykolę już skoszą?