To był flagowy projekt MEN. Nauczyciele wskazują poważne problemy

To był flagowy projekt MEN. Nauczyciele wskazują poważne problemy

Uczeń rozwiązujący pracę domową, zdjęcie ilustracyjne
Uczeń rozwiązujący pracę domową, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock / BongkarnGraphic
W ubiegłym roku MEN wprowadziło rewolucję dotyczącą prac domowych. Uczniowie teraz albo wcale ich nie dostają, albo wykonują je jedynie chętne osoby, choć efekty ich wysiłków nie są poddawane przez nauczycieli ocenie. Czy reforma przyniosła pozytywne efekty? Nauczyciele nie są zadowoleni.

Instytut Badań Edukacyjnych opublikował wyniki raportu ws. nieobowiązkowych prac domowych. Jest on podsumowaniem zalet i wad, jakie przyniosły zmiany MEN. Zanim go omówimy, warto przypomnieć, jak obecnie wygląda pod tym względem sytuacja w szkołach.

Od kwietnia ubiegłego roku uczniowie klas pierwszych (I) i trzecich (III) nie mają zlecanych zadań pisemnych czy praktyczno-technicznych, natomiast starsze dzieci i młodzież wprawdzie mogą (ale nie muszą) usiąść nad nimi w wolnym czasie, jednak poprawność ich wykonania nie jest poddawana późniejszej ocenie przez belfra.

Jednym reforma MEN od razu przypadła do gustu (mowa głównie o uczniach), a innym nie. Wprowadzeniu jej sprzeciwiał się przeważający procent przedstawicieli oświaty z całej Polski. Półtora roku później IBE poddał analizie wpływ braku prac domowych na sytuację w polskiej edukacji. Czy efekty, których spodziewał się resort Barbary Nowackiej, zostały osiągnięte? – Celem zmiany było ograniczenie przeciążenia uczniów obowiązkami szkolnymi poza lekcjami oraz wyrównanie szans edukacyjnych dzieci z różnych środowisk – przypomina instytut.

Raport ws. prac domowych. Czy reforma MEN przyniosła oczekiwane rezultaty?

IBE wskazuje, że prace domowe „były często odrabiane przez rodziców lub korepetytorów, co wypaczało ich sens i pogłębiało nierówności edukacyjne”.

Zanim reforma weszła w życie, w mniejszych placówkach edukacyjnych nauczyciele klas I-III zadawali uczniom prace domowe codziennie. W szkołach, do których uczęszczało do 150 uczniów, robiło tak 42,8 procent belfrów. W takich, do których chodziło ponad 600 uczniów, prace domowe zlecało 32,9% nauczycieli. Przed kwietniem 2024 roku większość przedstawicieli ciała pedagogicznego w czwartych (IV) i ósmych (VIII) klasach podstawówki zadawała prace domowe minimum raz na tydzień (szkoły publiczne – 65,5%, prywatne – 61,5%).

Według raportu IBE nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej (klasy I-III) uważają dziś, że zniesienie obowiązkowych prac domowych to nie był dobry pomysł. Tylko 2,8% belfrów jest zdania, że był to „zdecydowanie” dobry ruch ze strony MEN (mowa o szkołach publicznych i nieco większym procencie zadowolonych pracowników oświaty w szkołach niepublicznych – 3,9%). Około 9% uważa, że była to „raczej” dobra decyzja.

Największe problemy. Nauczyciele wskazali 3 obszary

Nauczyciele widzą największy problem w próbie monitorowania postępów naukowych uczniów bez tradycyjnych zadań domowych. Trudności w tym zakresie wskazało 61,7% badanych.

Kłopotliwe jest też dla belfrów planowanie przebiegu lekcji. W związku z nieobowiązkowymi pracami domowymi ma je aż 49,1% respondentów.

Poza tym jest też kwestia pogorszonej współpracę i komunikacji z uczniami – na to narzeka dzisiaj 50,7% nauczycieli.

Czytaj też:
MEN pod ścianą? Nauczyciele grzmią, Tusk reaguje. „Będziemy rozliczać”
Czytaj też:
CBA zatrzymało byłego wiceministra. Prokurator przedstawił mu poważne zarzuty

Źródło: strefaedukacji.pl / IBE