Kierowca prezydenckiej limuzyny miał być świadomy, że po wyświetleniu komunikatu o uszkodzeniu opony, podróż kontynuować można tylko z prędkością 80 km/h. Śledczy ustalili, że komunikat ostrzegający o zagrożeniu pojawił się trzy razy i tyle razy został skasowany. Pozostaje pytanie, kto skasował komunikat - szofer czy też szef ochrony prezydenta Bartosz Hebda.
– Jeśli informacje te się potwierdzą, to odpowiedzialność za wypadek prezydenckiej limuzyny z 4 marca spadnie na kierowcę samochodu oraz szefa osobistej ochrony – powiedział dziennikowi były szef BOR Mirosław Gawor.
Przypomnijmy, 4 marca na autostradzie A4 w okolicach Lewina Brzeskiego doszło do incydentu z udziałem prezydenckiej limuzyny. Po tym jak w samochodzie eksplodowała opona, pojazd wpadł w poślizg i dzięki umiejętnościom kierowcy z Biura Ochrony Rządu nie doszło do poważniejszego wypadku. Po tym jak "Rzeczpospolita" opublikowała artykuł dotyczący zajścia i faktu, iż w samochodzie założono stare opony oraz wykorzystano prezydenckie BMW niezgodnie z praktyką, pracę straciło kilku funkcjonariuszy BOR.
W sprawie wypadku z udziałem prezydenta toczą się dwa śledztwa - Prokuratura Okręgowa w Opolu prowadzi postępowanie w sprawie nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, natomiast na wniosek szefa BOR „o podejrzeniu narażenia życia prezydenta w związku z zaniedbaniami poprzedniego szefostwa Biura”. W BOR prowadzone są także wewnętrzne kontrole.