Jak podaje TVP Info, z informacji pionu śledczego białostockiego IPN wynika, że ekspertyza wykonana pod kierunkiem profesora Kirdywonia z katedry kryminalistyki Uniwesytetu Warszawskiego w świetle kodeksu postępowania karnego nie jet opinią. Przedstawieciele IPN tłumaczyli, że ekspertyza przedstawiona przez pełnomocnika Lecha Wałęsy Jana Widackiego, ktora jest krytyczna wobec ustaleń Instytutu Sehna w Krakowie jest oparta na zbyt małej ilości dokumentów, a także została oparta na niewłaściwie dobranym materiale porównawczym. Według pionu śledczego IPN profesor z UW nie dysponował odpowiednią ilością materiałów, a co za tym idzie, nie dokonał badań identyfikacyjnych. Decyzja pionu śledczego białostockiego IPN oznacza, że nadal akutalne pozostają ustalenia krakowskiego Instytutu Sehna.
Obrona Wałęsy
Mecenas Jan Widacki poinformował, że powołani przez niego eksperci, profesorowie katedry kryminalistyki Uniwersytetu Warszawskiego, podważyli jednoznaczną opinię biegłych z Instytutu Ekspertyz Sądowych, który „kategorycznie i bez wątpliwości” stwierdzili, że na znalezionych w domu Marii Kiszczak dokumentach znajdują się podpisy Lecha Wałęsy.
Informacja o nowych ekspertyzach została wysłana do prokuratury Instytutu Pamięci Narodowej prowadzącej śledztwo w sprawie możliwego fałszowania dokumentów w teczce tajnego współpracownika o pseudonimie Bolek. Sam Lech Wałęsa zaprzecza, jakoby kiedykolwiek świadomie i za pieniądze współpracował z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa.
Były prezydent przekonywał również, że dokumenty, którymi zajął się IPN zostały sfałszowane jeszcze w latach 70., a teraz „celowo do nich wrócono”.
