Astroturf marketing ma sprawiać wrażenie niezależnej reakcji społecznej, podczas gdy w rzeczywistości stanowi zaplanowane i sterowane zdarzenie, za którym stoi ukryty inicjator. Zwykle działania określane mianem astroturfingu polegają na udawaniu przez niewielką grupę osób aktywistów bądź konsumentów. Ich zachowanie, mające wyglądać na oddolne, jest nakierowane na przyciągnięcie do określonej idei kolejnych osób. Więcej na ten temat tutaj:
Czytaj też:
„Wszyscy dziwnym trafem mają identyczne świeczki”. O co chodzi z tezą o astroturfingu?
Ten temat w kontekście całotygodniowych protestów w obronie niezawisłości sądownictwa w Polsce, poruszali goście TVP Info. Prowadzący przywołał analizę, z której wynika, że mamy do czynienia z wysypem komentarzy pod informacją o protestach w Polsce. Wpisy „precz z kaczorem - dyktatorem” miały być zamieszczane z kont osób pochodzących z Ameryki Łacińskiej.
Andrzej Halicki z PO odpierał zarzuty o sterowanie protestami w Polsce i tłumaczył, że są one oddolną inicjatywą. – Ma pan protest obywateli, najbardziej prawdziwy z możliwych i spontaniczny – mówił. Paweł Rabiej z.Nowoczesnej ocenił dywagacje na temat astroturfingu jako "teorie spiskowe". – Jeżeli chodzi o Nowoczesną to my akurat na szczęście poza wszelkimi podejrzeniami z racji na to, że nie mamy subwencji ani dotacji, więc nie stać nas nawet na podstawowy bardzo marketing polityczny – przyznał wprost.
Andrzej Dera, minister w Kancelarii Prezydenta RP stwierdził z kolei, że trudno dyskutować z danymi telemetrycznymi, bo one dokładnie pokazują skąd pochodzą różne wpisy. – Patrząc na tą mapę (mapa źródeł aktywności osób komentujących wpisy o protestach, pokazana w TVP - red.), jest to rozsiane w różnych miejscach i nagle jednobrzmiący wpis pokazuje, że to nie jest coś spontanicznego, co chciałaby totalna opozycja, tylko widać, że to sterowana akcja. Z punktu widzenia interesów Polski, trzeba się temu zjawisku przyjrzeć – dodał, przytaczając zarzuty dotyczące wpływu na kampanię wyborczą w Polsce.