Pod koniec grudnia 2017 roku toruńska „Wyborcza" informowała, że Joanna Scheuring-Wielgus apelowała o to, „by w sylwestrową noc zrezygnować z głośnych pokazów sztucznych ogni”. – Wiemy, że tegoroczny pokaz jest już zaplanowany i się odbędzie, apelujemy więc do mieszkańców, zwłaszcza tych wrażliwych na krzywdę zwierząt, aby zamiast wydawać pieniądze na fajerwerki, wpłacili je na konto naszego toruńskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt – tłumaczyła posłanka.
„Fakt” we wtorek 21 maja ujawnił, że Scheuring-Wielgus sama miała dwa psy, które pod koniec 2016 roku oddała do toruńskiego schroniska. – Miała dom z ogrodem, ale nie było jej stać na spłatę kredytu, więc przeprowadziła się do mieszkania. Chyba po prostu nie chciało jej się nimi zajmować – powiedział w rozmowie z Barbarą Burdzy informator z otoczenia posłanki. Dziennikarka poprosiła o komentarz w sprawie również samą zainteresowaną. – Musieliśmy oddać psy, bo mam alergię – wyjaśniła Scheuring-Wielgus. Dodała, że „kundli” – jak określiła swoje dwie suczki – „nikt ze znajomych nie chciał”. – Przecież nie zostawiłam ich w lesie – argumentowała i wyjaśniła, że przelała pieniądze na rzecz schroniska. Oba czworonogi znalazły już nowych właścicieli.
Czytaj też:
Magdalena Ogórek pozwie twórców profilu Sok z Buraka. „Jak coś mi się stanie, to rozedrzecie szaty”