Dziś rocznica słynnej „libacji na skwerku”. Jak potoczyły się dalsze losy autorki artykułu?

Dziś rocznica słynnej „libacji na skwerku”. Jak potoczyły się dalsze losy autorki artykułu?

Wrocław, zdjęcie ilustracyjne
Wrocław, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Shutterstock
21 sierpnia mija równo 11 lat odkąd w sieci pojawił się słynny tekst o libacji na skwerku we Wrocławiu, której tak naprawdę nie było. W rozmowie z „Super Expressem” autorka tekstu opowiedziała o kulisach jego powstania.

W 2010 roku Martyna Jurkiewicz miała 22 lat i marzyła o karierze dziennikarskiej. Pierwsze kroki stawiała w popularnej „Gazecie Wrocławskiej”. To właśnie w tej redakcji powstał słynny artykuł o libacji na skwerku.

Jak powstał tekst o libacji na skwerku?

Autorka tekstu przyznała, że dziennikarze musieli podczas dyżuru przygotowywać bardzo dużo materiałów na temat wydarzeń z z życia miasta. Redaktorzy mieli czasem problemy ze znalezieniem tematów, ponieważ były dni, że we Wrocławiu nie działo się nic wartego opisania w mediach. Dlatego też w trakcie pracy często dzwonili do lokalnych służb z prośbą o informację, czy w ostatnich godzinach nie wydarzyło się nic ważnego.

Po rozmowie z policjantem 22-latka przygotowała słynny już tekst o libacji na skwerku, której tak naprawdę nie było. „Policjanci dostali dzisiaj zgłoszenie, że na skwerku w jednym z wrocławskich parków grupka mężczyzn pije alkohol. Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma” – tak brzmiała cała treść artykułu.

Screen artykułu z „Gazety Wrocławskiej”

– Wiem, że ta depesza, to zaprzeczenie wszystkiego co ma związek z dziennikarstwem. No ale nie miałam innego wyjścia. Musiałam coś wrzucić w sieć, a nic innego nie miałam! Atmosfera w pracy nie była przyjemna, więc popełniłam swoje słynne dzieło – przyznała Martyna w rozmowie z „Super Expressem”.

Tekst w krótkim czasie stał się hitem sieci. Artykuł bił rekordy popularności z uwagi na swoją absurdalną treść. Obecnie redakcja "Wrocławskiej" sama żartuje z tekstu, każdego roku przypominając o jego istnieniu.

Co stało się z autorką artykułu?

Martyna zdradziła w rozmowie z "Super Expressem", że nie związała swojej przyszłości z dziennikarstwem. Przez kilka lat pracowała w branży PR, zajęła się także działalnością publiczną. Brała udział w wyborach na sołtysa miejscowości, w której mieszka a ponadto została szefową lokalnego koła gospodyń wiejskich.

Czytaj też:
Sprzeczka Tuska z dziennikarzem TVP. „Wpuszczają pana w niezły kanał”

Źródło: SE.pl