- Brakuje dużych rozmiarów butów. Oni często nie są wysocy, ale mają bardzo duże stopy. Brakuje też męskich kurtek, talki na odparzenia stóp też by się przydały, tak samo termosy i plecaki. Dla dzieci mamy mnóstwo rzeczy – wylicza jeden ze strażaków z Michałowa. – Ale niektórzy po prostu sprzątają dom – wzdycha. Bo po co migrantom koczującym w lesie łyżwy albo eleganckie buty? Takie rzeczy trafiają do niektórych paczek.
Punkt w Michałowie działa pełną parą. Po budynku lokalnej OSP trudno się poruszać, bo wszędzie leżą góry kartonów i worków z darami. Strażacy dzielą się na dyżury po osiem godzin, ale niektórzy i tak przychodzą pomagać w wolnym czasie. Przyjeżdżają też media z całego świata, ostanio byli Francuzi i Niemcy, wcześniej Chińczycy. Działają też mieszkańcy w Bohonikach, którzy dziennie gotują trzysta porcji zupy.
Tak wygląda pomoc, którą organizują mieszkańcy pogranicza
Galeria:
Sześć ton jedzenia, trzysta porcji zupy i góry ubrań. Tak mieszkańcy pogranicza pomagają migrantomCzytaj też:
„Tam są dzieci młodsze niż ja”. 8-letni Staś napisał do prezydenta ws. imigrantów. I dostał odpowiedź
