O trudach pracy adminów profili społecznościowych pisał niedawno autor wpisów na Facebooku Pizzy Giuseppe. „Nie ma większego koszmaru dla admina niż nowy trend w social mediach czy inna okazja do posta real-time marketingowego, serio. To życie w ciągłym stresie, że z popołudniowej drzemki wyrwie mnie informacja, że trzeba podpiąć się pod jakiś trend. I się zaczyna robienie fikołków i szukanie sprytnego połączenia między pizzą a tym nowym serialem czy innym morsowaniem” – zwracał uwagę. Wyszczególnił on właśnie konkurs na młodzieżowe słowo roku, nazywając go „corocznym festiwalem cringu”.
„Wszystko jedno co się wymyśli, to publika i tak napisze, że koleś od marketingu ma chyba 150 lat i wgl o co chodzi. A na dokładkę co drugi komentarz to gif „how do you do, fellow kids?”. Strach myśleć, jakie słowo wygra w tym roku. W sumie fajnie by było, jakby to był „cringe”, wtedy wszystkie posty z tej okazji będą przynajmniej trafione i nikt się nie doczepi hehe. Szach mat, fellow kids” – zauważał celnie, za co zebrał mnóstwo reakcji, zwiększając oczywiście zasięgi i zyski swojemu pracodawcy.
Śpiulkolot młodzieżowym słowem roku. Social media reagują
Mając to wszystko w pamięci, wyobraźcie więc teraz sobie panikę marketingowców, kiedy ogłoszono tegoroczne wyniki plebiscytu. „Śpiulkolot”, „naura”, „twoja stara”? Tego pierwszego niemal nikt nie używa – włącznie z młodzieżą, to drugie panuje głównie na platformach streamingowych typu YouTube czy Twitch, a to trzecie jest przecież stare jak świat.