Trawa śledztwo Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ w sprawie rozboju, do którego doszło w połowie czerwca przy ulicy Rembielińskiej na warszawskim Targówku. Wówczas obywatel Białorusi został zaatakowany przez agresywnego mężczyznę.
Sprawdza napaści zagroził użyciem strzykawki z wirusem HIV i zażądał pieniędzy. „Gdy pokrzywdzony odmówił, doszło między nimi do szarpaniny, w wyniku której 32-latek utracił portfel z zawartością gotówki, karty pobytu, kart płatniczych oraz telefon komórkowy” – informuje policja.
Postrach na Targówku. Mężczyzna groził zakażoną strzykawką
Nie wiadomo, dlaczego pokrzywdzony zwlekał z poinformowaniem służb o tym incydencie. Przyznał również, że w chwili zdarzenia był pod wpływem alkoholu.
Policjanci z Wydziału Kryminalnego komisariatu przy ul. Chodeckiej od razu zajęli się tym zgłoszeniem. Przeanalizowali wszystkie informacje uzyskane od 32-latka i ustalili, że w dniu rozboju, jego skradzioną kartą wykonano kilka nieautoryzowanych transakcji w różnych sklepach. Co więcej, następnego dnia napastnik zażądał od pokrzywdzonego 1000 złotych za zwrot skradzionego telefonu.
„Dzięki wykonanym działaniom operacyjni ustalili napastnika. Trop prowadził do 38-letniego mieszkańca Targówka. Mężczyzna już wcześniej był wielokrotnie karany za liczne przestępstwa. Operacyjni zatrzymali go w mieszkaniu przy ulicy Gajkowicza” – przekazano.
Napadł na Białorusina w Warszawie. Groził zakażeniem wirusem HIV
Mężczyzna został doprowadzony do prokuratury na przesłuchanie. Tam przedstawiono mu trzy zarzuty za dokonanie rozboju, nieautoryzowane transakcje skradzionymi kartami i żądanie korzyści majątkowej w zamian za zwrot bezprawnie zabranej rzeczy. Wszystkich tych przestępstw 38-latek dopuścił się w warunkach recydywy.
Sąd na wniosek prokuratora prowadzącego śledztwo aresztował mężczyznę na 3 miesiące. Za rozbój grozi mu kara od 2 do 12 lat więzienia.
Czytaj też:
50 pokrzywdzonych, straty na ponad 20 mln zł. Zatrzymano jednego z liderów grupyCzytaj też:
Wnuk znęcał się nad babcią i zastraszał rodzinę. Policjantom „łzy same cisnęły się do oczu”