Spośród pięciu poturbowanych osób przewiezionych do szpitala, jedną z nich zaraz po badaniu zwolniono do domu. Pozostałe wczesnym popołudniem były w trakcie badań. Poszkodowane to kobiety, które doznały głównie niegroźnych potłuczeń.
- Wszystko wskazuje na to, że wszystkie poszkodowane osoby są w stanie niezagrażającym życiu i zdrowiu. Całkowitą pewność będziemy jednak mieli po badaniach - powiedział lekarz dyżurny Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Tychach, dr Maciej Niwiński. Na razie nie wiadomo, co mogło być przyczyną wykolejenia. Skład nie przewrócił się, a jedynie wypadł z szyn i przechylił na nasypie. Na miejscu pracują służby kolejowe.
Dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Katowicach Karol Trzoński powiedział, że teraz służby kolejowe muszą ustawić na torach wykolejony skład i naprawić torowisko. - Po wykolejeniu pociąg zniszczył 300 m jednego toru i 50 m sąsiedniego - podkreślił dyrektor. Także sam pociąg jest uszkodzony, będzie wymagał remontu. Jak dodał Trzoński, w miejscu, gdzie doszło do wypadku, pociągi osiągają prędkość do 120 km na godzinę. - Pociąg wykoleił się prawdopodobnie na rozjazdach. Przyczyny wypadku ustali jednak dopiero powołana do tego komisja - zaznaczył dyrektor.
Do czasu usunięcia uszkodzeń pociągi będą kierowane torem przez katowickie dzielnice: Kostuchnę i Murcki. Wydłuża to czas podróży z Katowic do Tychów co najmniej o kilkanaście minut. Pasażerowie muszą się liczyć z opóźnieniami. Każdej doby przez zablokowany odcinek szlaku kolejowego, łączącego Górny Śląsk z Bielskiem-Białą i wiodącego do granic z Czechami i Słowacją, przejeżdża około 150 pociągów; 90 proc. z nich to pociągi osobowe. Do czasu naprawy uszkodzonego torowiska będą one korzystać z objazdu.
PAP, ps