- Jestem zwolennikiem konstytucyjnych kadencji, a nie ich skracania. Decyzja tak naprawdę jest w ręku większości sejmowej, bo tu nawet nie wystarczy decyzja premiera - podkreślił Nałęcz komentując spekulacje medialne dotyczące dążenia części Platformy do przedterminowych wyborów parlamentarnych. Prezydencki doradca przypomniał, że bez decyzji PO w ogóle nie ma o czym mówić, a i tak głosów samej Platformy nie starczy do skrócenia kadencji. - Posłowie niechętnie skracają kadencję, ponieważ nie wszyscy mają nadzieję czy pewność na odnowienie mandatu - zauważył Nałęcz.
Nałęcz ocenił, że unijna prezydencja zaczynająca się w lipcu 2011 roku "to jest pewien argument" za przyspieszeniem wyborów. - Aczkolwiek moim zdaniem prezydencja nie jest zasadniczą przeszkodą, zwłaszcza, że w Polsce nie zanosi się na rewolucję jeśli chodzi o układ polityczny po wyborach. Pewnie lepiej byłoby, żeby te wybory ze względu na prezydencję były na wiosnę, ale jeśli będą w normalnym konstytucyjnym terminie, to też nie będzie wielkiego nieszczęścia - podkreślił.
Przyspieszone wybory parlamentarne wiosną 2011 roku to wariant czysto teoretyczny, ale możliwy - mówił wiceszef klubu PO Rafał Grupiński. Zaznaczył, że obecnie w PO nie toczą się żadne poważne rozmowy na temat wcześniejszych wyborów. "Rzeczpospolita" spekuluje jednak, że część polityków PO stara się namówić premiera na skrócenie kadencji, by wykorzystać obecną słabość PiS-u i fakt, że PJN oraz Ruch Poparcia Palikota wciąż znajduje się w fazie organizacyjnej.PAP, arb