Bogdan Borusewicz jest tym wyrokiem rozczarowany. Polityk zastrzegł, że jako marszałek musi decyzję sądu szanować. Jego zdaniem, wyrok jest pod względem prawnym "być może prawidłowy", ponieważ wszelkie wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego. - Mam nadzieję, że prokuratura się odwoła - powiedział marszałek.
Kiszczak wygrał. "To bardzo smutne"
Borusewicz nie ma wątpliwości, że władza strzelała do robotników, by zastraszyć strajkujących, a odpowiedzialność ponoszą za to Kiszczak i Wojciech Jaruzelski. Według Borusewicza, decyzja o użyciu broni w "Wujku" musiała być podjęta na wysokim szczeblu. - Niewątpliwe było polecenie z góry i to nie na poziomie komendanta wojewódzkiego - ocenił.
Zdaniem marszałka Senatu, prawda o winnych masakry nie wyszła na jaw, ponieważ źródła z tego okresu zostały "przetrzebione". - Kiszczak i Jaruzelski zadbali o to, żeby nie zachowało się nic, co by dotyczyło ich bezpośredniej odpowiedzialności - mówił Borusewicz.
zew, TVN24, PAP