"Gdzie jest granica Białołęki? Bo na pewno nie tu, gdzie wskazują znaki!" – oburza się jeden z radny PO Marcin Korowaj.
Jedna z tabliczek z nazwą dzielnicy, zamiast na wysokości Modlińskiej, znalazła się obok Elektrociepłowni Żerań. "Takie ustawienie znaków wprowadza mieszkańców w błąd i zafałszowuje rozmiary dzielnicy Białołęki" – napisał w interpelacji Korowaj.
"To jakieś kuriozum. Ktoś przesunął granicę o ok. 700 metrów. Dlaczego tabliczka nie stoi tam, gdzie powinna? Myślę, że wynika to z urzędniczej niedbałości o detale. Znaki powinny być stawiane precyzyjne, albo wcale" – przekonuje radny.
Rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich tłumaczy, że granica dzielnicy jest jedynie umowna. - Usytuowanie znaków określa miejski inżynier ruchu, my je tylko ustawiamy – tłumaczy w rozmowie z TVN Warszawa.
ja, tvnwarszawa.pl
"To jakieś kuriozum. Ktoś przesunął granicę o ok. 700 metrów. Dlaczego tabliczka nie stoi tam, gdzie powinna? Myślę, że wynika to z urzędniczej niedbałości o detale. Znaki powinny być stawiane precyzyjne, albo wcale" – przekonuje radny.
Rzeczniczka Zarządu Dróg Miejskich tłumaczy, że granica dzielnicy jest jedynie umowna. - Usytuowanie znaków określa miejski inżynier ruchu, my je tylko ustawiamy – tłumaczy w rozmowie z TVN Warszawa.
ja, tvnwarszawa.pl