Zdaniem rzecznika tarnobrzeskiej prokuratury okręgowej, Edwarda Podsiadłego, orientacyjny czas rozpoznania wniosku to około 14 dni.
Jak pisały gazety, twórców niedoszłej fabryki łączyły bliskie stosunki z politykami SLD. "Rzeczpospolita" twierdziła, że wśród przedsiębiorców, którzy mieli budować fabrykę osocza, był Włodzimierz W. - znajomy Aleksandra Kwaśniewskiego, Marka Siwca i Wiesława Kaczmarka, który ma być wkrótce przesłuchany w tej sprawie. Został on już wezwany do prokuratury. Rzecznik prokuratury, zasłaniając się dobrem śledztwa, odmówił podania dokładnego terminu przesłuchania Kaczmarka.
Prokuratura chce mu zarzucić - jako ministrowi gospodarki w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza - wydanie nierzetelnej opinii, która była podstawą przyznania spółce LFO poręczenia Skarbu Państwa, mimo braku podstaw co do celowości udzielenia takiej gwarancji. W związku z zamiarem przedstawienia Kaczmarkowi zarzutu, tarnobrzeska prokuratura jeszcze w październiku ub. roku zwróciła się do marszałka Sejmu o odebranie posłowi immunitetu. Kaczmarek zrzekł się immunitetu w listopadzie.
Nie wyklucza się także postawienia zarzutów w sprawie LFO Włodzimierzowi W., jednemu z udziałowców spółki LFO, oraz przesłuchania jako świadków niektórych osób z Kancelarii Prezydenta.
Spółka Laboratorium Frakcjonowania Osocza, która jako jedyna w kraju miała produkować leki z osocza krwi, zaciągnęła w 1997 r. na budowę fabryki ogromny kredyt - 32 mln dolarów. Udzieliło go konsorcjum bankowe, na którego czele stał Kredyt Bank. Gwarancji w 60 proc. udzielił zaś ówczesny rząd Włodzimierza Cimoszewicza.
Spółka dostała 32 mln dolarów pożyczki, z czego wykorzystała 21 mln. Zamiast fabryki wybudowano jednak tylko dwie hale. Produkcja nigdy nie ruszyła, a spółka kredytu nie spłaciła. Bank wezwał rząd do zapłaty 14,3 miliona dolarów.
em, pap
Czytaj też: Układ krwionośny; Niewinny czarodziej