Sobotnie protesty powoli zaczynają stawać się nową francuską tradycją. Od 17 listopada w każdy weekend tysiące Francuzów w całym kraju demonstrują swój sprzeciw wobec polityki rządu. Impulsem dla pierwszych demonstracji były zapowiedzi podwyżek cen paliw i energii. Później jednak protesty „żółtych kamizelek” przerodziły się w sprzeciw wobec narastającego rozwarstwienia pomiędzy bogaczami i biednymi oraz ogólnego pogorszenia warunków życia we Francji, przy rosnących kosztach utrzymania. Mimo kolejnych ustępstw ze strony rządu, strajkujący nie zamierzają zawieszać swoich akcji.
– Dałem odpowiedź na żądania „żółtych kamizelek” – przekonywał w piątek 14 grudnia w Brukseli prezydent Emmanuel Macron. – Dialogu nie nawiązuje się poprzez okupowanie sfery publicznej i przemoc – dodawał, podkreślając, że kraj „potrzebuje ładu, powrotu do normalności i spokoju”. Sposobem na uspokojenie nastrojów społecznych według polityków rządzących Francją miałoby być wypłacenie wszystkim pracownikom premii świątecznej w wysokości do tysiąca euro. Jako rozwiązanie długofalowe Macron zaproponował podwyższenie płacy minimalnej o 100 euro miesięcznie i obniżenie podwyższonych wcześniej składek na ubezpieczenia społeczne dla najbiedniejszych emerytów. Z podatków miałoby zostać zwolnione także wynagrodzenie za nadgodziny.