– Jestem dziś gościem medium, które jest w sposób zdecydowany medium prorządowym i basuje rządowi ze wszystkich sił. Myślę, że powiedziałem to najdelikatniej, jak mogłem powiedzieć. W związku z tym, te dwa miliardy, które zostały przekazane Telewizji Publicznej, to były tak naprawdę pieniądze zainwestowane w propagandę rządową – oświadczył senator PSL, Jan Filip Libicki. Od tego momentu jego występ w piątkowym (12 lutego) programie #Jedziemy przybrał zupełnie inny wygląd. Prowadzący zaczął wygłaszać długie wystąpienia i nie dopuszczał swojego gościa do rozwinięcia wypowiedzi.
Libickiemu udało się wtrącić, że wieczorne wydanie „Wiadomości” TVP przypomina „spot wyborczy rządu Prawa i Sprawiedliwości”. – Jeżeli pan pozwoli, ja jeszcze chcę powiedzieć jedno. Dlaczego uważam, że to jest niebezpieczne – bo to jest tak naprawdę zabieranie pieniędzy mediom prywatnym, żeby wesprzeć media publiczne, co do których związku z obozem rządowym już się wypowiedziałem – mówił.
Libicki: W Polsce nic się nie dzieje bez zgody Kaczyńskiego
Senator podkreślał, że przyznanie 2 miliardów złotych rocznie Telewizji Publicznej oraz obłożenie podatkiem media prywatne pogłębia niesprawiedliwą konkurencję pomiędzy nimi. – W Polsce nic się nie dzieje bez zgody Jarosława Kaczyńskiego. Ja uważam, że on rękami premiera Morawieckiego chce zrobić z mediami to samo, co zrobił... – próbował powiedzieć polityk KO. W tym momencie został jednak zagłuszony przez Michała Rachonia, który już do końca programu nie dopuścił go do głosu.
Opisywany tutaj fragment programu #Jedziemy zaczyna się w 32 minucie nagrania.
Czytaj też:
Porozumienie może zablokować podatek od reklam. Maksymowicz: Zagłosowałbym przeciw