Henryk Kowalczyk po raz kolejny wrócił do rządu i po rekonstrukcji z 26 października jest nie tylko ministrem rolnictwa, ale też wicepremierem w gabinecie Mateusza Morawieckiego. Jeszcze za pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości (lata 2005-2007) był wiceministrem w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Natomiast od powrotu do władzy zajmował stanowiska: ministra bez teki i przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów (2015-2018), później był ministrem środowiska (2018-2019), a po dwóch latach (z resortu środowiska odszedł w listopadzie 2019) wrócił do rządu.
Henryk Kowalczyk „człowiekiem wielu talentów”? Wicepremier odpowiada: E, trudno mówić
W tym czasie był jeszcze p.o. ministra skarbu państwa (po tym, jak z rządu odszedł Dawid Jackiewicz). Do tych licznych obowiązków Kowalczyka nawiązał Robert Mazurek, który w RMF FM, dzień po nominacji dla polityka, żartował, że nowemu wicepremierowi zostały jeszcze funkcje związane ze „zdrowiem, kulturą i sportem”.
– No, jeszcze finanse... Chociaż licząc szefa komisji finansów publicznych (Kowalczyk przewodniczy tej komisji – red.), to już dotknąłem tego tematu – odparł z uśmiechem minister rolnictwa.
– Czyli jest pan człowiekiem wielu talentów – podsumował dziennikarz, a bez odpowiedzi nie pozostawił tego polityk, który dopowiedział:
– E, trudno mówić o talentach. Minister jest politykiem przede wszystkim i to jest ważne, realizuje zadania, nie musi być specjalistą wąskim.
Henryk Kowalczyk u Mazurka pytany o... „ducha puszczy”
W trakcie rozmowy w RMF FM, choć zdominowały ją poważne tematy, jak ASF, plany Kowalczyka na relacje z rolnikami czy Michałem Kołodziejczakiem z Agrounii, Robert Mazurek wtrącał humorystyczne wstawki. Jedną z nich była kwestia nielegalnych wyrobów alkoholowych (tu można wyliczać nazwy w zależności od regionu, od „ducha puszczy”, przez „księżycówkę” po „krzakówkę”), które wszyscy znają, ale nie są od nich odprowadzane podatki.
– To jest aspekt ekonomiczny... – mówił Kowalczyk, ale wtedy przerwał mu prowadzący, wtrącając: – Nie, to nie jest aspekt ekonomiczny, to jest także aspekt pewnej tradycji. W Łącku robi się śliwowicę.
– No, to jeśli robi się śliwowicę w Łącku, to najlepiej zarejestrować taką „robotę” tej śliwowicy i będzie problem z głowy – podsumował wicepremier. Dziennikarz dopytywał jednak, czy nie lepiej np. uprościć przepisy i uznać takie wyroby alkoholowe za regionalne. – Co do uproszczenia, to można rozmawiać – skwitował minister rolnictwa.
Czytaj też:
Nowi ministrowie, stare problemy. Olczyk: Spore wzmocnienie frakcji Beaty Szydło