„Dzisiaj próbował ze mną rozmawiać oszust podający się za ukraińskiego premiera. Zadał kilka mylących pytań i po nabraniu podejrzeń zerwałem połączenie. Żadna ilość rosyjskiej dezinformacji, przeinaczeń i brudnych sztuczek nie odwróci uwagi od łamania przez Rosję praw człowieka i nielegalnej inwazji na Ukrainę. Desperacka próba” – skwitował Ben Wallace. Co ciekawe, brytyjski sekretarz obrony, odpowiednik naszego ministra, był w czwartek w Warszawie. Przy okazji spotkania z Mariuszem Błaszczakiem poinformował o zamiarze wysłania do Polski systemu rakietowego średniego zasięgu i kolejnych żołnierzy.
Na wpis Wallace'a na Twitterze zareagował główny zainteresowany, premier Ukrainy. Denys Szmyhal poradził, by następnym razem rozmówca zaczął od prośby o wypowiedzenie słowa „palanyca". „Mimo wszelkich prób rosyjskiej dezinformacji, świat widzi, że prawda leży po stronie Ukrainy” – skwitował Szmyhal.
Problematyczna „palanyca”
Palanyca to chleb, który symbolizuje na Ukrainie szczęście, pomyślność, gościnność. W czasie wojny na Ukrainie nazwa pieczywa stała się słowem, za pomocą którego sprawdza się, czy ktoś jest Ukraińcem czy Rosjaninem. Przedstawiciele tych narodów wymawiają bowiem to słowo inaczej.
– Wymowa wyrazów jest inna, gdyż ich pisownia, czyli zapis graficzny, jest różny w obu językach. To oznacza, że artykulacja obejmuje różne dźwięki – tłumaczy dr Maria Czetyrba z Zakładu Ukrainistyki w Instytucie Filologii Rosyjskiej i Ukraińskiej UAM w Poznaniu.
Więcej o samej palanycy, jak i artykulacji słowa, dowiedzieć się można we Wprost. Mamy też przepis! Na nagraniu widać z kolei ukraińskich chłopców, którzy przesłuchują przyjezdnych na okoliczność wymawiania problematycznego wyrazu.
