NIK przedstawi we wtorek oficjalne wyniki trzech kontroli dotyczące przebiegu pandemii COVID-19. Najwyższa Izba Kontroli zwróciła m.in. uwagę na brak odpowiednich procedur, działania pozaprawne oraz zmarnowanie ponad 16 miliardów złotych. Do zarzutów odniósł się na łamach Polsat News rzecznik rządu. – Oczywiście NIK ma prawo, żeby wydawać tego typu werdykty, ale to są raporty, które później podlegają ewentualnej ocenie prokuratury i sądu i tak wygląda procedura w Polsce – zaczął.
– Od kiedy prezes Banaś wprost opowiedział się po jednej stronie sceny politycznej, czyli za Konfederacją, a jego syn startuje z tej partii politycznej do Sejmu, trudno mówić o jakiejkolwiek rzetelności NIK-u i tego typu raporty tuż przed wyborami będą pojawiały się na masę, bo jak rozumiem, to nawet pewnie jest zrozumiałe dla większości, którzy nas słuchają, prezes Banaś chce, żeby jego syn dostał się do Sejmu, a żeby było to możliwe, musi atakować nas – dodał Piotr Mueller.
Rzecznik rządu komentuje zarzuty z raportu NIK
Polityk Prawa i Sprawiedliwości odniósł się do zarzutów, że na leczenie wydano mniej, niż na infrastrukturę. Mueller wyjaśnia, że trzeba było zabezpieczać infrastrukturę medyczna i kadrową, po to, aby w przypadku większej liczby zachorowań te osoby były gotowe do ratowania życia. Rzecznik rządu tłumaczył, że teraz Najwyższa Izba Kontroli krytykuje PiS za zbyt duże wydatki, a gdyby postąpiono inaczej, wówczas raport brzmiałby inaczej.
Mueller przyznał, że „w niektórych szpitalach samorządowych być może doszło do nadużyć ze środków przekazywanych z budżetu państwa i każda sprawa wymaga wyjaśnienia”. Polityk PiS podsumował, że rząd podczas COVID-19 „przygotowywał się na najgorsze”. – Teraz, jak wydatkujemy środki na armię, ale nie dojdzie w przyszłości do wojny, to NIK podsumuje w ten sposób, że to zmarnowane środki, bo wojna nie wybuchła? – odbijał zarzuty Mueller.
Czytaj też:
NIK: System szkolenia na kierowców? Jest gorzej niż źleCzytaj też:
Marian Banaś traci kontrolę nad kolegium NIK. Izbie grozi paraliż