Mają przyzwoitą pensję i supersamochody, ale jeszcze im mało. Nasz reporter - ujawnia gazeta - przedstawiając się jako pracownik Kancelarii Sejmu, telefonując na chybił trafił do wybrańców narodu, bez problemu zyskał ich przychylność dla pomysłu budowy parkingu podziemnego.
- Jeżeli taki parking by powstał, to przyciągnąłbym do Warszawy swój samochód i korzystał z niego - mówi nam zadowolony Edward Czesak (57 l.) z PiS. W sumie nas to nie dziwi. Poseł posiada Audi A6. Do tej pory podróżował na obrady Sejmu pociągiem. Pewnie bał się, że jego brykę ktoś mógłby z Wiejskiej podprowadzić. Ale w podziemnym parkingu byłaby bezpieczna.
Inni parlamentarzyści denerwują się, że nie mają gdzie parkować swoich aut pod parlamentem. - Często mam problem ze znalezieniem wolnego miejsca pod Sejmem - żali się Leszek Cieślik (53 l.) z PO, właściciel Opla Vectry. Tego samego zdania jest jego klubowy kolega Andrzej Czerwiński (54 l.), właściciel Forda Mondeo. - Ja bym był bardzo zainteresowany takim pomysłem. Często jeżdżę samochodem i mam problemy z parkowaniem - mówi nam Czerwiński. Zainteresowania nie kryje też Andrzej Bętkowski (57 l.) z PiS, który ma problemy ze znalezieniem miejsca pod Sejmem dla swojego Forda Focusa. - Jak najbardziej popieram pomysł budowy parkingu podziemnego - deklaruje.
Nie od dziś wiadomo, że bycie posłem to nie tylko prestiż, ale i wymierne korzyści finansowe. Darmowe przejazdy PKP i PKS, tanie pożyczki, immunitet poselski, wczasy i atrakcyjne wyjazdy za granicę - na takie luksusy mogą liczyć parlamentarzyści zasiadający w sejmowych ławach.
Rocznie z kieszeni nas, podatników, na utrzymanie Sejmu idzie 350 mln zł. A im wciąż mało!
Teraz chcą parkingu. No to do roboty. Przecież to nie ich pieniądze, tylko nasze, podatników. Oczyma wyobraźni już widzimy, jak ulica Wiejska zamienia się w ogromny plac budowy.