Prawie połowa (49 proc.) uczestników sondażu opowiedziała się za przyznaniem instytucjom UE większych uprawnień w kwestiach polityki gospodarczej i finansowej poszczególnych państw strefy euro. 29 proc. uważa, że żadne zmiany w tej dziedzinie nie są potrzebne, a 15 proc. chciałoby mniejszego wpływu Brukseli.
Merkel: to nie przysługa za przysługę
Komisja Europejska przedstawiła trzy warianty takich wspólnych, "stabilizacyjnych obligacji" strefy euro. Ich zwolennicy mówią, że to jedyny ratunek, by szybko wyjść z kryzysu zadłużenia eurolandu. Niemcy uważają z kolei, że euroobligacje oznaczają wspólną odpowiedzialność za długi, która zmusi kraje o solidnych finansach do ponoszenia kosztów niegospodarności krajów z nadmiernym zadłużeniem.
Merkel zdementowała spekulacje mediów, że niemiecki rząd mógłby złagodzić swój sprzeciw w sprawie eurobligacji w zamian za zgodę pozostałych krajów na zmiany traktatu UE i zaostrzenie dyscypliny finansowej. - Nie chodzi tu o przysługę za przysługę, ale o to, byśmy krok po kroku mogli przezwyciężyć słabości strefy ero, polegające na tym, że nie stanowimy unii politycznej. Od wczoraj moje stanowisko się nie zmieniło - powiedziała Merkel po spotkaniu z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym i premierem Włoch Mario Montim. Powtórzyła, że czas na dyskusję o euroobligacjach jest nieodpowiedni.
Epoka lodowcowa między Merkel a Barroso
Jak informuje niemiecka prasa, przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso poczuł się dotknięty słowami Merkel. - Nie sądzę, by stosowne było mówienie od samego początku, że nie należy prowadzić jakiejś dyskusji - miał odpowiedzieć. Według dziennika "Die Welt" Barroso "czuje się zdradzony". "Portugalczyk zawsze zabiegał w Komisji o zrozumienie dla niemieckich wątpliwości w sprawie euroobligacji. Za jego sprawą przedstawiono tylko Zieloną Księgę (o euroobligacjach), a zatem dokument do dyskusji, a nie wiążący plan regulacji. Ale Merkel mu nie podziękowała" - pisze "Welt". Gazeta ocenia, że "epoka lodowcowa" między Barroso a Merkel to "w obecnej sytuacji dramat". "Jest to sygnał dla rynków, że nie ma zgody między matadorami UE, jak rozwiązać kryzys w unii walutowej" - pisze dziennik.
PAP