Wzruszający obrazek w Łucku, polska flaga przed urzędem. Relacja „Wprost” z Ukrainy

Wzruszający obrazek w Łucku, polska flaga przed urzędem. Relacja „Wprost” z Ukrainy

Polska flaga przed urzędem w Łucku
Polska flaga przed urzędem w Łucku Źródło: Karolina Baca-Pogorzelska
– Pomoc z Polski jest kolosalna, zarówno od firm, jak i od naszych miast partnerskich, dla cywilów, jak i dla wojskowych. I w poniedziałek w geście podziękowania postanowiliśmy wywiesić przed urzędem polską flagę – powiedział „Wprost” Ihor Poliszczuk, mer Łucka.

Przewodniczący rady obwodu wołyńskiego Grigorij Nedopad remontuje daczę, by mieć miejsca dla uchodźców. Mer Łucka Ihor Poliszczuk wywiesił przed urzędem polską flagę, dziękując za pomoc z naszego kraju. Ksiądz Roman pokazuje, gdzie w podziemiach katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła można się chować w przypadku alarmu bombowego. Dziennikarka Sofia Kałużna pomaga w centrum pomocy dla uchodźców. Mieszka blisko zbombardowanego lotniska w Łucku. Do domu nie wraca. Mykoła przyjechał z miejscowości Hulajpołe w obwodzie zaporoskim po rozpoczętych tam 5 marca ciężkich walkach. A Sergiusz Prozorowski zamienił chwilowo Wołyński Klub Automobilowy, w którego zarządzie w 1929 roku był gen. Władysław Anders, na magazyn pomocy humanitarnej, którą wozi z Polski.

Syreny nie zawyły, nikt się nie spodziewał

Sofia wita nas na wielkim placu pełnym ciężarówek, gdzie mieści się centrum logistyczne pomocy dla uchodźców i od razu przechodzi do rzeczy. – Jestem dziennikarką, ale wiesz, jak to jest, teraz trzeba robić wszystko – rzuca na dzień dobry, pokazując jednocześnie swój ostatni artykuł w „Kurierze Lubelskim”, w którym opisuje przeżycia innych. Nam mówi o swoich, bo mieszka obok wojskowego lotniska, które już dwa razy zostało zaatakowane przez Rosjan – na początku walk w lutym i teraz, w miniony piątek. Sofia śpi gdzie indziej, bo do domu nie chce wracać.

– Siła eksplozji była tak duża, że łóżkiem zatrzęsło. Nikt się nie spodziewał, że drugi raz mogą zaatakować w tym samym miejscu, zwłaszcza że za pierwszym razem obiekt zniszczyli – opowiada. Na dodatek nie włączyły się syreny. Alarm w piątek wprawdzie zawył po godz. 4.00, ale został odwołany, a do eksplozji doszło ok. 6.00. Nikt nie był na to przygotowany. Sofia stara się ukryć emocje, ale widać, że wciąż wszystko przeżywa. W końcu wydawało się, że zachodnia Ukraina jest względnie bezpieczna, że Putin tu nie dotrze, że ma inne plany…

Schron w kościele

– A tu właśnie odjeżdża bus z lekami dla Browarów koło Kijowa – zmienia temat Kałużna. – Mamy tu jedzenie, leki, ubrania, wszystko czego potrzeba. Ponad 100 osób pracuje przy sortowaniu darów. Ale wiesz, czasem to wstyd, co ludzie przynoszą, jakby traktowali nas jako śmietnik – przyznaje kobieta. Na szczęście to sytuacje zdarzające sią naprawdę bardzo rzadko. Pomagają też sami uchodźcy wewnętrzni.

Mykoła z miejscowości Hulajpołe, przyjechał do Łucka z rodziną. Jest w wieku poborowym, nie może, a nawet nie chce, wyjechać z kraju. A jego rodzina nie chce jechać bez niego. Liczą, że wkrótce wrócą do domu, choć w ich miasteczku toczą się wciąż walki. Pokazuje nam zdjęcia i filmy z rosyjskich ataków i ich tragicznych efektów. – Tak naprawdę nie wiemy, ile osób zginęło – mówi chłopak. Atak szedł zarówno z ziemi, jak i z powietrza – rakietami Grad.

W Łucku, w trakcie naszego pobytu, alarm włączył się we wtorek dwa razy. Raz, gdy po podziemiach łuckiej katedry oprowadzał nas ksiądz Roman. Zwykle podziemia tego kościoła, poświęconego w roku 1640, są atrakcją turystyczną. Dziś część służy, w razie potrzeby, jako schron w trakcie alarmu powietrznego.

twitter

To w tym kościele chrzczona była polska aktorka i pisarka Gabriela Zapolska. Spoczywa na lwowskim Cmentarzu Łyczakowskim, gdzie we wtorek odbyły się pogrzeby żołnierzy, którzy zginęli w niedzielnym ataku rakietowym na poligon w Jaworowie, niedaleko polskiej granicy. W poniedziałek śledziliśmy przygotowania do tych smutnych uroczystości.

Automobilowy klub pomocy

Tuż obok katedry znajduje się siedziba Wołyńskiego Klubu Automobilowego, reaktywowanego kilka lat temu. Automobilklubu, w którego władzach w 1929 roku zasiadał gen. Władysław Anders. Instytucja ta co roku organizuje Rajd Wołyński w rocznicę rzezi wołyńskiej – ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na polskiej mniejszości w latach 1943-1945, które kosztowało życie 50-60 tys. ludzi.

– Co roku trasa jest inna, ale zawsze prowadzi przez Łuck i jest przygotowywana tak, by rodziny i wszyscy, dla których historia jest ważna, odwiedzili miejsca pamięci. Zwykle trwa tydzień, do przejechania jest 1500-2000 km – mówi nam Sergiusz Prozorowski, który prowadzi klub. Ma nadzieję, że rajd odbędzie się również i w tym roku, ale na razie załoga skupia się na pomocy humanitarnej.

– Mamy dwa magazyny w Lublinie i pod Lublinem, gdzie napływa pomoc z całej Polski. Tam jest sortowana, przygotowywane są transporty, a potem wszystko przywozimy tutaj. Część rzeczy zostaje w Łucku, część jest redystrybuowana do innych regionów Ukrainy. Bo wszędzie czegoś potrzeba, a czasem te potrzeby są różne – mówi Prozorowski, który w czwartek znowu wsiada do swojego busa i jedzie do Lublina po kolejne dostawy pomocy.

Czytaj też:
Wojna na Ukrainie. Zełenski „zadowolony” po wizycie premierów i Kaczyńskiego. „Tak wygląda przywództwo”

Wojna zamiast wirusa

– Dobrze znam polski, ale nic nie mogę powiedzieć – wita się po polsku Grigorij Nedopad, przewodniczący rady obwodu wołyńskiego w łuckim szpitalu, gdzie się spotykamy, bo akurat wtedy udaje się mu znaleźć chwilę na rozmowę (już po ukraińsku). A skoro w szpitalu jesteśmy, to pojawia się temat koronawirusa – dziś trzeciorzędny, bo są ważniejsze. Billboardy o szczepieniach zastępują te o rosyjskim statku, wysyłanym wiadomo gdzie.

Magazyn z pomocą dla Ukrainy w Łucku

– Sytuacja na Wołyniu po trzech tygodniach walk jest stabilna. Zaczęli pracować wolontariusze, przyjmujemy uchodźców. Niektórzy jadą od razu do Polski, Niemiec, Austrii i dalej, ale część zostaje – dodaje. W obwodzie wołyńskim jest obecnie ok. 14 tys. uchodźców, ale z Łucka i okolic sporo mieszkańców wyjechało do Polski, co powoduje, że np. nie ma problemów z przyjmowaniem dzieci z innych części Ukrainy do szkół czy przedszkoli. A jak z mieszkaniami? – Ciężko, sam remontuję daczę, doprowadzam wodę, by było miejsce – mówi Nedopad. Wykorzystywane są też mieszkania komunalne.

– Na razie sytuacja stabilna, choć był strach po ostrzale na samym początku działań, potem do ostatniego piątku (drugi ostrzał – red.) było dość spokojnie, ale teraz ludzie znowu się przestraszyli, choć nie ma masowej paniki. Ale ostrzały u nas, pod Równem (ok. 60 km od Łucka, w poniedziałek w ostrzale wieży telewizyjnej zginęło 19 osób – red.) i w obwodzie lwowskim (na poligonie pod Jaworowem, ok. 25 km od granicy z Polską w niedzielę zginęło 35 osób – red.) nie ma już bezpiecznego miejsca w Ukrainie – mówi nam Ihor Poliszczuk, mer Łucka.

Czytaj też:
Konferencja polityków po spotkaniu z prezydentem Ukrainy. „Nie zostawimy was samych”

Polska pomoc

W mieście wszystko działa: sklepy są zaopatrzone, jest ogrzewanie, woda, wywóz śmieci, służby miasta zaczęły nawet porządkowe przygotowania do wiosny. Transport też działa, jeżdżą trolejbusy i autobusy. Przez pierwsze dwa tygodnie trolejbusy kursowały bezpłatnie, by pomóc ludziom. Zarówno mieszkańcom, jak i uchodźcom, a ci przybywają do Łucka praktycznie z każdego zakątka Ukrainy, zwłaszcza z tych miejsc, gdzie toczą się najcięższe walki. Ludzie przyjeżdżali pociągami ewakuacyjnymi z Kijowa i obwodu, Czernichowa, Charkowa.

W mieście działa centrum pomocy dla uchodźców na bazie wydziału spraw socjalnych miasta. Mają zapewnione produkty pierwszej potrzeby, w tym jedzenie czy środki higieniczne. – Pomoc z Polski jest kolosalna, zarówno od firm, jak i od naszych miast partnerskich, zarówno dla cywilów, jak i dla wojskowych. I w poniedziałek w geście podziękowania postanowiliśmy wywiesić przed urzędem polską flagę – mówi Poliszczuk.

Polskie miasta partnerskie Łucka to Lublin, Chełm, Olsztyn, Rzeszów, Toruń, Zamość, Białystok.

We wtorek zarówno w obwodzie wołyńskim, jak i w obwodzie lwowskim w dzień wyły syreny. Czujność była wzmożona po kolejnych atakach w Charkowie, gdzie okupanci zniszczyli w tym drugim co do wielkości mieście Ukrainy już 600 budynków mieszkalnych i w Kijowie, gdzie zaatakowali bloki mieszkalne w dzielnicach Swiatoszyn i Padół.

Czytaj też:
Mateusz Morawiecki pokazał zdjęcia z wizyty na Ukrainie. „To dlatego jesteśmy w Kijowie”

Źródło: Wprost