Obywatelkę Polski niemiecka prokuratura oskarżyła o wzięcie udziału w nielegalnym wyścigu samochodowym na ulicach Barsinghausen (w Dolnej Saksonii) w 2022 roku, co skończył się tragedią. Doszło bowiem do wypadku o dramatycznym przebiegu, w którym zginęły małe dzieci.
Kobieta pędziła z prędkością 180 kilometrów na godzinę, choć dozwolona prędkość, określona przez wydział ruchu drogowego, która ją obowiązywała, to 70 km/h. Swoim audi uderzyła w nissana, którym podróżowała czteroosobowa rodzina. Małżeństwo przeżyło – niestety jeden z synów zginął na miejscu, a drugi, nieco później – w szpitalu.
Kolejny już proces w tej sprawie rozpoczął się 18 lipca. 24 lipca – Sąd Okręgowy w Hanowerze skazał kobietę na dożywocie. Wyrok dotyczył dwóch zarzutów morderstwa, usiłowania zabójstwa, ciężkiego uszkodzenia ciała i nielegalnego wyścigu samochodowego skutkującego śmiercią.
„Kwestią czasu było, zanim coś się stanie”
Wiele osób zastanawia się, jaką osobą jest 42-latka. Kobieta pracowała jako asystentka w firmie produkcyjnej na terenie Niemiec. Nie mogła narzekać na pensję, bo pozwoliła jej ona na zakup drogiego audi. Wśród osób, które zeznawały w sprawie kobiety, były jej koleżanki z pracy, które twierdzą, że bardzo lubiła brawurową jazdę. Często rozmawiała też o wspomnianym samochodzie, który w mig potrafił osiągnąć zawrotną prędkość.
Wypowiedź jednej z koleżanek przytoczył serwis con-nect.de. Zdaniem kobiety „kwestią czasu było, zanim coś się stanie” – czytamy. Brat bliźniak 42-latki, który także zeznawał w procesie, twierdzi, że koleżanki siostry są po prostu zazdrosne. W opinii mężczyzny sprawczyni wypadku to osoba „wrażliwa”, która ma za sobą „wiele trudnych chwil”. Wymienił m.in., że w szkole byli prześladowani, a ich ojciec jest alkoholikiem.
Przypomniał też o chorobie matki. 42-latka miała wówczas zająć się nią — „pomagała przy opiece”. Sama także ma dzieci i ze swoich rodzicielskich obowiązków – zdaniem mężczyzny – dobrze się wywiązywała. W Polsce pracowała na dwa etaty, by odpowiednio zadbać o sytuację materialną. – Zawsze bardzo troszczyła się o swoje dzieci i cieszyła się z bycia matką — ocenia brat oskarżonej. 42-latka miała złe relacje z mężem, musiała sama pracować na utrzymanie siebie i pociech.
Razem jeździli z Polski do Niemiec. Twierdzi, że czuł się bezpiecznie, gdy siedziała za kierownicą
Mężczyzna powiedział też, że niejednokrotnie jeździł z kobietą jednym samochodem – z Polski do Niemiec i odwrotnie. Miał nigdy w takiej sytuacji nie czuć się zagrożony.
Warto przypomnieć, że wyrok może zostać jeszcze zaskarżony, na co 42-latka ma tydzień czasu. W poprzedniej instancji 42-latka skazana została na sześć lat więzienia. Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Karlsruhe na skutek apelacji postanowił uchylić jednak wyrok, by sprawa została ponownie rozpatrzona.
42-latka w trakcie procesu ledwo powstrzymywała łzy. – Mam troje dzieci, jestem babcią. Nie ma dnia, w którym o tym nie myślę. Do dziś nie mogę sobie z tym poradzić – powiedziała, cytowana przez haz.de.
Czytaj też:
Dramat w Tatrach. Siedmiolatka spadła ze szlaku. Ważny apel TOPRCzytaj też:
Dzieci utonęły w Wiśle, po 63 latach chcą usunąć ich groby. "Obraz tego horroru mam przed oczami"