Samotność Dawida

Samotność Dawida

Dodano:   /  Zmieniono: 
Atak na konwój z pomocą humanitarną pokazuje przed jakimi dylematami staje obecnie Izrael. Z jednej strony zabiega o wizerunek państwa silnego, które potrafi nawet przemocą wyegzekwować swoją wolę. Z drugiej jednak psuje sobie opinię na całym świecie, czym jedynie zwiększa swoje międzynarodowe wyalienowanie.
Ostrzelanie i brutalne potraktowanie konwoju zmierzającego do Strefy Gazy wpisuje się w ciąg wysoce niefortunnych z wizerunkowego punktu widzenia działań. Jest jednak ku temu powód. Chociaż sytuacja w regionie Bliskiego Wschodu jest względnie ustabilizowana (pokój z Egiptem, Jordanią, względny spokój z Syrią), Izrael nadal nie może czuć się bezpieczny. Źródła wywiadowcze donoszą, że Hezbollah – choć obecnie nie atakuje – zbroi się i kolejny konflikt, jak ten z 2006 roku, może być tylko kwestią czasu. Ciągle nie wiadomo jak potoczą się losy irańskiego programu atomowego. Wojny wykluczyć nie można.
   
Nic więc dziwnego, że Izrael działa z pozycji siły. Na Bliskim Wschodzie jak w mało którym regionie na świecie, liczy się siła. Wywalczona na drodze walki zbrojnej niepodległość, a potem cała seria wojen o jej utrzymanie, sprawiły, że Izrael przywykł rozwiązywać wszystkie problemy siłą. Gdy więc w Palestynie źle się dzieje, wysyła się śmigłowce lub czołgi, które burzą kolejne domy. Gdy sytuacja jest bardzo zła, wysyła się wojska lądowe jak podczas operacji "Płynny ołów", która była dla Izraela polityczną klęską.

Nic więc dziwnego, że Izrael stosuje siłę także w odniesieniu do organizacji humanitarnych. Niejeden raz robił to na terytoriach okupowanych. Zapewne żadne państwo demokratyczne na świecie nie rozprawiłoby się tak brutalnie z konwojem humanitarnym jak Izrael. Nawet jeśli głównym celem konwoju była prowokacja poprzez świadome naruszenie blokady. Dla Izraela sięgnięcie po siłę nie jest żadnym problemem. Liczy się przekaz, który brzmi jasno – nie próbujcie pokonać Izraela, bo możecie zginąć.

Taka polityka sprawia, że Izrael utrzymuje wizerunek zdeterminowanego, ale jednocześnie staje się coraz bardziej samotny. Sojusznicza Turcja od dawna nie była Izraelowi tak niechętna, a nawet wroga jak teraz. Nawet Stany Zjednoczone pod rządami Obamy zdają się być mniej skore do wspierania władz izraelskich. O samotności Dawida najlepiej świadczy fakt, że dwa promediacyjnie nastawione państwa arabskie – Arabia Saudyjska i Katar – ochłodziły z Izraelem relacje. Ciągła krytyka płynie z Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych. W pewnym momencie Izrael będzie musiał odpowiedzieć sobie na pytanie – czy lepiej jest nadal rzucać się na każdego z pięściami czy też może starać się znaleźć jakiś kompromis.