Przyjaciele, wrogowie i interesy

Przyjaciele, wrogowie i interesy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeżeli Izrael miał kiedyś przyjaciela w świecie muzułmańskim – to krajem tym była bez wątpienia Turcja. Wzajemne relacje tych państw stanowią podręcznikowy przykład sytuacji, w której międzynarodowa sympatia może zamienić się we wrogość.
Najpierw nieco historii. Turcja była pierwszym państwem muzułmańskim, które uznało Izrael. Przez lata relacje obu krajów były dobre lub bardzo dobre. W 2000 roku Tel Awiw i Ankara podpisały nawet umowę o wolnym handlu (roczna wymiana handlowa między nimi ma wartość ponad 2 miliardów dolarów). Oba państwa utrzymywały również zażyłą współpracę wojskową – żołnierze tureccy ćwiczyli w Izraelu, który z kolei modernizował turecki sprzęt wojskowy. Jednym słowem – żydowsko-muzułmańska przyjaźń kwitła.

Kryzys zaczął się w 2008 roku, kiedy Izrael dokonał niezwykle kontrowersyjnej interwencji zbrojnej w Strefie Gazy. Świat muzułmański odebrał to jako „rozstrzelanie Gazy" - kolejny dowód na represjonowanie Arabów przez Tel Awiw. Jednak Izrael nie wyciągnął z całej sytuacji żadnych wniosków. W rezultacie gdy w maju ubiegłego roku w stronę palestyńskiego wybrzeża zmierzała armada humanitarna, Izraelczycy w trakcie brutalnej interwencji zabili dziewięciu Turków znajdujących się na pokładzie jednego ze statków. To rozwścieczyło Ankarę.

Spór między Izraelem a Turcją rozpoczęty w maju 2010 roku trwa do dziś. W ostatnich tygodniach Ankara wykluczyła możliwość udostępnienia Izraelowi infrastruktury i danych NATO. Stawia to pod znakiem zapytania obecność na tureckiej ziemi instalacji przeciwrakietowych Sojuszu. To jednocześnie wielki cios dla wszystkich tych, którzy chcieliby widzieć Izrael w NATO - a grono zwolenników takiego rozwiązania jest szersze niż mogłoby się wydawać. Z kolei rząd Izraela oskarżył Ankarę o wspieranie terroryzmu, a premiera Erdogana określił mianem kłamcy. Nie może być więc wątpliwości, że spór trwa i jest coraz ostrzejszy. A rozwiązania impasu nie widać.

Obecny stan stosunków turecko-izraelskich powinien skłaniać do refleksji nie tylko studentów politologii i stosunków międzynarodowych, ale również każdego, kto jest zainteresowany polityką międzynarodową i dyplomacją. Stanowi on bowiem doskonały dowód na prawdziwość stwierdzenia, sformułowanego niegdyś przez Henry’ego Temple, wicehrabiego Palmerstone. Temple miał przed dwustu laty powiedzieć, że „Wielka Brytania nie ma wiecznych przyjaciół, ani wiecznych wrogów – ma tylko wieczne interesy". Analizując sytuację na scenie międzynarodowej warto pamiętać, że ta maksyma dotyczy nie tylko Wielkiej Brytanii