"Większość stoi za ojcem"
- Nie mam żadnych wątpliwości: zdecydowana większość Libijczyków stoi wciąż po stronie mojego ojca i uważa powstańców za fanatycznych integrystów islamskich, terrorystów podburzanych przez zagranicę, najemników na rozkazach (prezydenta Francji Nicolasa) Sarkozy'ego - oznajmił Kadafi junior. I zaznaczył: "Uwadze naszych rodaków nie uszło to, że sam premier marionetkowego rządu w Bengazi Mustafa Abdel Dżalil, tak jak ich dowódca wojskowy Abd al-Fatah Junis są - jak wielu innych - ludźmi starej nomenklatury, którzy wskoczyli na powstańczy wóz w ostatniej chwili, żałosnymi kombinatorami, sprzedawczykami". - Nie boimy się ich wcale. To marionetki Paryża, niezdolne same utrzymać się na nogach - ocenił Saif al-Islam.
Libia jak USA
Zapytany, jakie gwarancje mogą otrzymać powstańcy i ich zwierzchnicy z Bengazi, odparł: "Trzeba to przemyśleć. Trzeba uruchomić mechanizm, by im ich udzielić. W okresie poprzedzającym wybory trzeba wypracować nową konstytucję i całkowicie wolny system mediów". - Wierzę w Libię przyszłości, złożoną z silnych autonomii lokalnych i słabego rządu federalnego w Trypolisie. Wzorem mogłyby być Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia albo Australia - wyjaśnił syn Muammara Kadafiego.
"Trzeba zbudować coś nowego"
- W ostatnich miesiącach dojrzało we mnie głębokie przekonanie: Libia sprzed 17 lutego już nie istnieje. Cokolwiek się zdarzy, włącznie z klęską militarną czy polityczną rebeliantów, nie można wrócić do tego, co było. Reżim mojego ojca, jaki rozwinął się od 1969 roku, nie żyje i został pochowany. Wydarzenia przerosły Kadafiego, ale także Dżalila. Trzeba zbudować coś kompletnie nowego - oświadczył. Na pytanie o to, co będzie, jeśli wygrają powstańcy z Bengazi, odpowiedział: "Brawo. Kapelusze z głów. My się odsuniemy. Ale jestem pewien naszego zwycięstwa".
zew, PAP
