Jak pisze agencja Reuters, Berdymuchammedow wpuścił do zasobnego w gaz kraju powiew swobody gospodarczej, jednak podobnie jak jego poprzednik nadal sprawował praktycznie nieograniczona władzę. Szukając bliższych powiązań z Zachodem i nowych dróg eksportu gazu, omijających Rosję, w lipcu Berdymuchammedow wykonał gest pojednania w stronę opozycji wzywając przebywające na emigracji ugrupowania, by wróciły do kraju i wzięły udział w wyborach.
Prezydent, który nie toleruje sprzeciwu i prawdopodobnie zostanie ponownie "wybrany" oświadczył, że nadchodzące wybory będą "dowodem naszej dojrzewającej demokracji" i dał gwarancje bezpieczeństwa każdemu politykowi, który zdecyduje się z nim konkurować - pisze Reuters.
Mimo obietnic Berdymuchammedowa obowiązujące w Turkmenistanie prawo stawia liczne przeszkody kandydatom opozycji. Artykuł 51 konstytucji stanowi m.in., że osoby ubiegające się o urząd prezydenta "muszą mieszkać w Turkmenistanie przez ostatnie 15 lat, pracować w urzędach państwowych, publicznych instytucjach, przedsiębiorstwach lub organizacjach".
zew, PAP
