Komunikat Komisji podaje, że "według wstępnych danych, Mwai Kibaki zwyciężył Uhuru Kenyattę, drugiego na liście kandydatów, bardzo znaczną przewagą głosów". Wcześniej nieoficjalne wyniki wskazywały, że uzyskany przez Kibakiego wynik mniej więcej dwukrotnie przewyższał liczbę głosów oddanych na jego rywala Uhuru Kenyattę, lansowanego przez obóz rządowy i samego arapa Moi. 41-letni Uhuru Kenyatta jest synem pierwszego prezydenta niepodległej republiki Kenii Jomo Kenyatty.
Kenyatta przyznał, że został pokonany.
"Akceptuję - oświadczył - decyzję Kenijczyków, a zwłaszcza stwierdzam, że Mwai Kibaki będzie trzecim prezydentem Kenii" (od uzyskania przez ten kraj niepodległości w 1963 r.).
W piątkowych wyborach około 10 milionów kenijskich wyborców wybierało prezydenta, parlament i przedstawicieli do samorządów lokalnych, jednak ze względu na duże uprawnienia szefa państwa główna uwaga koncentrowała się na wyborach prezydenta, dotąd wyłanianego każdorazowo od czasu uzyskania niepodległości spośród przywódców Afrykańskiego Związku Narodowego Kenii.
Wybory przebiegły bez większych zakłóceń. Brytyjska Wspólnota Narodów Commonwealth pogratulowała sprawnego przebiegu głosowania i "poszanowania demokratycznych wartości".
Kenia znajduje się w największej recesji od czasu zdobycia przez ten kraj niepodległości w 1963 roku. Ponad połowa spośród 30 mln ludności Kenii musi utrzymać się za niespełna dolara dziennie.
Moi, który rządził Kenią żelazną ręką od 1978 roku, pod naciskiem Zachodu musiał tym razem uznać konstytucyjny zakaz dalszego sprawowania władzy. Jeden z ostatnich afrykańskich satrapów obiecał zapewnić pokojowe przekazanie urzędu nowo wyłonionemu następcy.
Zmiana u steru władzy w Kenii była możliwa dzięki temu, że po wieloletnich sporach opozycja w końcu zjednoczyła się w Narodowej Tęczowej Koalicji (NARC), wiążąc swoje nadzieje na demokratyzację rządów i poprawę sytuacji ekonomicznej kraju z 71-letnim Mwai Kibaki.
em, pap