Słowacy dali się ponieść medialnej nagonce na polskie wyroby mięsne. Mieszkańcy naszego południowego sąsiada posuwają się do przemocy wobec polskich producentów na Słowacji.
Polskie wyroby mięsne i wędliniarskie od kilku miesięcy są pod ciągłym ostrzałem. W telewizji można było m.in usłyszeć, że polskie mięsa zawierają środki przeciwko wszom. Informacje takie prowadzą do niebezpiecznych zachowań. Jakub Machaj, prezes firmy Madex z Jabłonki przyznał, że w ostatnim czasie na Słowacji spalono dwa jego sklepy. – Sytuacja polskich producentów na Słowacji. Niszczy się tam polski produkt – podkreślił Machaj.
Jak wyjaśnił, w przeszłości na Słowacji otwierał 2-3 sklepu miesięcznie, a obecnie trudno otworzyć chociaż jeden, nie wspominając o rozpoczęciu sprzedaży w nim. Na niszczeniu polskiego mienia się nie kończy. Polscy handlowcy są zastraszani. Z agresywnymi zachowaniami Słowaków spotkała się przedstawicielka jednej z podhalańskich firm produkujących artykuły spożywcze. – Zaatakował mnie jeden z klientów. Był bardzo agresywny. Wrzeszczał, że Polacy niszczą słowacki przemysł – powiedziała Onetowi pani Aleksandra. Sytuacja zakończyła się, gdy wmieszała się trzecia osoba, która uspokoiła Słowaka.
Polakom nie pomagają skargi składane zarówno do władz słowackich, jak i polskich. – Po incydentach ze spaleniem sklepów napisałem do wszystkich ministerstw. Z jednego otrzymałem odpowiedź, że podejmą kroki. Potem premier pojechał na Słowację i dał tamtejszemu premierowi kabanosa. I na tym się póki co skończyło... – przyznał Jakub Machaj. Dodał, że jeżeli problemy się nie skończą, wiele firm może upaść. A to oznacza, że nawet setki ludzi może stracić pracę.
Onet.pl, ml
Jak wyjaśnił, w przeszłości na Słowacji otwierał 2-3 sklepu miesięcznie, a obecnie trudno otworzyć chociaż jeden, nie wspominając o rozpoczęciu sprzedaży w nim. Na niszczeniu polskiego mienia się nie kończy. Polscy handlowcy są zastraszani. Z agresywnymi zachowaniami Słowaków spotkała się przedstawicielka jednej z podhalańskich firm produkujących artykuły spożywcze. – Zaatakował mnie jeden z klientów. Był bardzo agresywny. Wrzeszczał, że Polacy niszczą słowacki przemysł – powiedziała Onetowi pani Aleksandra. Sytuacja zakończyła się, gdy wmieszała się trzecia osoba, która uspokoiła Słowaka.
Polakom nie pomagają skargi składane zarówno do władz słowackich, jak i polskich. – Po incydentach ze spaleniem sklepów napisałem do wszystkich ministerstw. Z jednego otrzymałem odpowiedź, że podejmą kroki. Potem premier pojechał na Słowację i dał tamtejszemu premierowi kabanosa. I na tym się póki co skończyło... – przyznał Jakub Machaj. Dodał, że jeżeli problemy się nie skończą, wiele firm może upaść. A to oznacza, że nawet setki ludzi może stracić pracę.
Onet.pl, ml
