Jak donosi Polskie Radio, rosyjski samolot zwiadowczy niemal doprowadził do katastrofy lotniczej z udziałem cywilnej maszyny.
O sprawie poinformowała szwedzka telewizja publiczna. 3 marca samolot linii SAS leciał z Kopenhagi do Rzymu. Wkrótce po starcie załoga dostała informację o niezidentyfikowanym obiekcie poruszającym się tym samym korytarzem powietrznym. Obiektu nie było jednak widać na radarze zamontowanym w samolocie.
Jak się okazało, obiektem był rosyjski samolot zwiadowczy Ił-20. Zadaniem tej maszyny jest wykrywanie, przechwytywanie i namierzanie źródeł telekomunikacyjnych i IT.
Do incydentu doszło 50 kilometrów na południowy zachód od Malmö, nad wodami międzynarodowymi. Rosyjska maszyna została wychwycona przez naziemny system radarowy. Dzięki temu w porę zaalarmowano pilota samolotu SAS, który w ostatniej chwili zdołał zmienić kurs.
Samoloty minęły się w odległości zaledwie 90 metrów. Przepisy dopuszczają minimalną odległość 300 metrów. Załoga pasażerskiego samolotu zdążyła zobaczyć, że Ił-20 był pomalowany na szaro, miał na dachu długą antenę, za to żadnych oznakowań.
Polskie Radio, ml
Jak się okazało, obiektem był rosyjski samolot zwiadowczy Ił-20. Zadaniem tej maszyny jest wykrywanie, przechwytywanie i namierzanie źródeł telekomunikacyjnych i IT.
Do incydentu doszło 50 kilometrów na południowy zachód od Malmö, nad wodami międzynarodowymi. Rosyjska maszyna została wychwycona przez naziemny system radarowy. Dzięki temu w porę zaalarmowano pilota samolotu SAS, który w ostatniej chwili zdołał zmienić kurs.
Samoloty minęły się w odległości zaledwie 90 metrów. Przepisy dopuszczają minimalną odległość 300 metrów. Załoga pasażerskiego samolotu zdążyła zobaczyć, że Ił-20 był pomalowany na szaro, miał na dachu długą antenę, za to żadnych oznakowań.
Polskie Radio, ml