"Nie ma co do tego wątpliwości. Była wysoka koncentracja dioksyny, najprawdopodobniej przyjmowanej doustnie". Dioksyny są rozpuszczalne i dlatego z łatwością mogą być podane np. w zupie - powiedział Zimpfer na konferencji prasowej. Dodał jednak, iż nie jest możliwe stwierdzenie, czy było to wynikiem próby otrucia.
Zanim ogłoszono wyniki żona Juszczenki, Katarzyna, urodzona w USA, powiedziała reporterom, iż jest pewna, że lekarze potwierdzą jej przekonanie, że jej mąż został otruty. "Wiem, że był otruty i że zostanie to dziś medycznie potwierdzone - mówiła reporterom przed budynkiem kliniki.
W tygodniu pani Juszczenko opowiedziała w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji, iż na dzień przed zachorowaniem męża czuła smak trucizny na jego ustach, ale oddaliła od siebie złe myśli.
Zdaniem Zimpfera koncentracja dioksyn u Juszczenki jest proporcjonalnie niemal około tysiąca razy większa niż zwykle występująca we krwi i innych tkankach. Badania przeprowadzone w nocy z piątku na sobotę polegały na obserwacjach klinicznych zmian skórnych, pobraniu i analizie próbek krwi i badaniach histologicznych (badanie mikroskopowe struktury tkanki).
Ogólnie stan Juszczenki jest "o wiele lepszy", a poziom dioksyn w wątrobie pacjenta wrócił do normy - podali lekarze. "Pacjent jest w stanie pracować, a jego choroba nie jest zaraźliwa " - powiedział doktor Nikolai Korpan, kriochirurg ukraińskiego pochodzenia, który leczył we wrześniu Juszczenkę w Wiedniu.
Wiktor Juszczenko został w piątek wieczorem przyjęty do kliniki Rudolfinerhaus, w której leczył się z powodu nieustalonej choroby.
Juszczenko zachorował 6 września, kiedy prowadził kampanię przed wyborami prezydenckimi, których pierwszą turę wyznaczono na 31 października. Po czterech dniach choroby został przewieziony do Rudolfinerhaus z bólami brzucha oraz wypryskami na twarzy i torsie. Według jego zwolenników, choroba była skutkiem próby otrucia go przez przeciwników politycznych.
W piątek Juszczenko mówił na konferencji prasowej w Kijowie, że wciąż jest pewien, iż jego choroba to efekt otrucia. O próby otrucia go oskarża władze Ukrainy.
Eksperci medyczni spoza Austrii i Ukrainy mówią, że choroba Juszczenki to chloroza - zwykle towarzysząca zatruciu dioksynami. Jest ona rezultatem bardzo częstego kontaktu skórnego z czynnikiem toksycznym, ale może być także spowodowana wchłanianiem takiego czynnika przez przewód pokarmowy lub drogą wziewną. Objawia się w jakiś czas od bezpośredniego kontaktu i może się utrzymywać wiele lat. Powodują ją ekotoksyny chlorowcopochodne.
Skórne objawy tego schorzenia obejmują trwałe wysypki, pokrzywki, krostowacenie, czyraki i zwiotczenie tkanek. Objawom dermatologicznym towarzyszą ból i osłabienie kończyn dolnych, oznaki niedowładu, zaburzenia pracy serca i układu wegetatywnego. Później następuje ciężka degeneracja wątroby (marskość lub martwica), bronchit, porażenie wielonerwowe, uszkodzenie nerek i śledziony. Z chorobą tą wiążą się też wielopostaciowe trwałe zmiany psychopatologiczne i neurologiczne. Przez dziesięciolecia objawy te, obserwowane u pracowników stykających się z chlorowcopochodnymi organicznymi (rozpuszczalnikami, herbicydami, pestycydami, wielochlorowanymi dwufenylami itp.), przypisywano alkoholizmowi.
Dioksyny należą do najsilniej działających trucizn; są rakotwórcze. Działają silnie mutogennie, naruszając właściwą strukturę kodu genetycznego rozmnażających się komórek żywych organizmów. Są to ekotoksyny chlorowcopochodne organiczne, obecne w środowisku wskutek działalności człowieka. Ponad 60 proc. dioksyn obecnych w biosferze Ziemi to uboczny produkt spalarni odpadów. Obecność dioksyn w "czystej ekologicznie" okolicy przypisuje się zaś zanieczyszczeniom środkami ochrony roślin. Blisko 95 proc. dziennej dawki dioksyn dostaje się do naszego organizmu wraz z pożywieniem. Ponieważ mają one zdolność do bioakumulacji w łańcuchu pokarmowym człowieka, są uważane za szczególnie groźny czynnik ryzyka ekologicznego. Przyjmowane w niskich dawkach wywołują zmiany osobowości, obniżają libido, są przyczyną obniżenia zdolności do rozmnażania.
em, pap