"Testy laboratoryjne wskazały istnienie ptasiej grypy, choć nie wiemy jeszcze, czy chodzi o wirus wysoko patogenny czy nie" - powiedział Philip Tod, rzecznik komisarza ds. zdrowia i ochrony konsumentów Markosa Kyprianu, tłumacząc decyzję o wprowadzeniu zakazu importu tureckiego drobiu.
Takiego samego zakazu KE nie wprowadzi natomiast wobec Rumunii, gdzie też poinformowano w zeszły piątek o podejrzeniu przypadków ptasiej grypy. Testy laboratoryjne nie potwierdziły bowiem obecności wirusa ptasiej grypy wśród drobiu.
"Nie mamy powodów, by wątpić w poprawność testów rumuńskich" - powiedział Tod. Do Rumunii wyjedzie jednak jeszcze w poniedziałek trzech ekspertów z Komisji Europejskiej. Zapewnił, że KE nie zawaha się wprowadzić zakazu importu, gdyby dalsze badania miały wykazać obecność ptasiej grypy.
W piątek władze rumuńskie poinformowały Brukselę o podejrzeniu ptasiej grypy u 53 kur i 47 kaczek w Delcie Dunaju. 40 kaczek i jedna kura padły, ale - jak zapewnia KE - nie wykryto u nich szczególnie niebezpiecznego dla ludzi wirusa H5N1.
Ptasia grypa była natomiast przyczyną padnięcia ok. 1800 indyków w prowincji Balikesir na północnym zachodzie Turcji. Indyki miały się zarazić od wędrownych ptaków, lecących z Uralu.
Jeszcze w poniedziałek do Brukseli mają trafić próbki padłych ptaków do ponownego zbadania. Rezultaty badań poznamy najwcześniej za 48 godzin - poinformował Tod.
Biorąc pod uwagę "prawdziwe zagrożenie epidemią", Tod zaapelował do krajów członkowskich, by respektowały zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia w dziedzinie hodowli drobiu.
Wirus H5N1 od końca 2003 r. zabił w krajach azjatyckich ponad 60 osób.
ks, pap